„Nasze gusta ciągle ewoluują”

Weedpecker działają na polskiej scenie stonerowej od dobrych pięciu lat, na koncie mają póki co dwa albumy, a trzeci jest w drodze. Riff i zamiłowanie do naturalnego chilloutu łączą z niepospolitym talentem do komponowania przestrzennych i chwytliwych melodii. Z Piotrem „Wyrosławem” Dobrym, wokalistą i gitarzystą zespołu, pogadaliśmy o nadchodzącej płycie Dzięzioła i idealnych koncertowych settingach.

Wiosną pojawiła się nagle informacja, że wchodzicie do studia, potem sprawnie poradziliście sobie z sesją nagraniową, w maju wypuściliście pierwszy singiel, ujawniliście okładkę, potem w  jednym z wywiadów przewidywaliście, że wasz trzeci album ukaże się na początku lipca i… no właśnie. Skąd te opóźnienia i kiedy możemy się spodziewać „III”? Poza tym, że „soon™”?

Wyroslav: Cześć. Pierwotny plan był taki, żeby wejść do studia w styczniu tak aby materiał był gotowy na Majową trasę z Dopelord i Major Kong. To się nie udało i do studia weszliśmy dopiero w kwietniu a przyczyna była taka, że cały czas dłubaliśmy w piosenkach. Z resztą przy jedynce i dwójce było podobnie z tego   co pamiętam. Dlatego przed trasą wypuściliśmy tylko singla. Po trasie usiedliśmy ostro nad miksem, co też zajęło trochę czasu ponieważ mieliśmy nagranych bardzo dużo ścieżek.

Pamiętam, że nasz realizator ze Szwecji, mieszkający obecnie w Polsce, trochę narzekał na to ale mimo wszystko dzielnie sobie z tym poradził z nami pierdolącymi mu coś cały czasy(często od czapy oczywiście).  Potem były negocjacje z kilkoma wytwórniami i tak łączy nam się to w jedno duże opóźnienie. Szkoda, że nie mieliśmy materiału na trasę w maju, na tym zależało nam najbardziej. Natomiast wiemy, że materiał jest dobry i wyjdzie na pewno w tym roku (prawdopodobnie wczesny listopad) i będzie to pierwsza nasza płyta która wyjdzie jednocześnie na wszystkich nośnikach.  Prawdopodobnie zagramy też kilka koncertów z tej okazji jak bozia pozwoli.

Przy okazji waszego nadchodzącego krążka nawiązaliście współpracę ze Stickman Records, uznanym niemieckim labelem wydającym chociażby takie zespoły jak Elder, Anekdoten czy Mos Generator. Jak doszło do tej współpracy?

Nick z Elder który pracuje w tejże wytwórni przyszedł na nasz gig w Berlinie, powiedział, że podoba mu się nasz nowy materiał i widział by nas w Stickmanie. Po trasie odezwał się do nas szef wytwórni, Rolf. Pogadaliśmy trochę, dostaliśmy naprawdę uczciwą propozycję no i tak to się stało.

Z Elderami kumplujemy się od dłuższego czasu, zagraliśmy razem już kilka dobrych gigów i zawsze dostajemy od nich dużo wsparcia. To naprawdę dobre mordeczki i zajebiści muzycy.

Dwa pierwsze albumy wydaliście niezależnie. Jaką waszym zdaniem, w czasach internetu, gdy większość muzyki „konsumowana” jest cyfrowo, pełni wytwórnia i jaką przewagę zapewnia, jeśli chodzi o docieranie z muzyką do odbiorców?

To nie do końca prawda. Pierwszy album został wydany na CD i winylu (dwa pressy) przez małą Niemiecką wytwórnie Krauted Mind Redords oraz na kasecie przez Urtod Void. Sami ją wydaliśmy też na cedeku. „II” wydaliśmy na winylu z Pink Tank Records, cedeki zrobiliśmy sami.

Wytwórnia przede wszystkim wydaje nam winyla i go dystrybuuje. To jest sporo pracy a my nie potrafimy się ogarnąć z takimi tematami. Jeżeli chodzi o Stickman to tutaj dochodzi jeszcze taka kwestia, że wydają się tam kapele którymi naprawdę się jaramy i jest to dla nas zaszczyt, że znaleźliśmy się w ich gronie.

Coraz większą popularność zdobywają – tutaj brakuje mi trochę precyzyjnego określenia – kanały w serwisie YouTube działające jako ni to labele internetowe, ni to po prostu kanały promocji, takie jak Black Metal Promotion czy chociażby Stoned Meadow of Doom, za pośrednictwem którego opublikowaliście singiel „Liquid Sky”. Waszym zdaniem taka forma dystrybucji jest przyszłością branży muzycznej czy tylko jej pewnym uzupełnieniem?

Nie wiem czy jest to przyszłość branży muzycznej, niewątpliwie digital odgrywa dużą rolę ale czy całkowicie zdominuje inne nośniki? Tego nie wiem. Popatrz, winyle wróciły do łask i dla większości kapel z tego nurtu jest to najważniejsza forma wydania.

Na ile mogę wyciągać wnioski po wysłuchaniu zaledwie jednego singla, „III” jawi się jako szybszy, ale też lżejszy materiał. Znikło nieco ciężaru i piachu, za to jeszcze mocniej odlecieliście w kosmos. Co grało wam w głowach, gdy pracowaliście nad tym materiałem?

Mnie grało przede wszystkim to aby nagrać najlepszy możliwy materiał. Wiadomo, że będzie on brzmiał inaczej niż I czy II ponieważ nasze gusta ciągle ewoluują. Mocno nas ciągnie w stronę psychodelii, tak samo w stronę progresu i bardzo lubimy te kierunki. Natomiast nasze skromne grono fanów po odsłuchaniu tego materiału nie będzie miało wątpliwości, że to dalej Weedpecker.

W przypadku „Trójki” zmieniliście podejście do szaty graficznej. Ponownie zdecydowaliście się na współpracę z Maciejem Kamudą odpowiedzialnym za okładki waszych dwóch poprzednich albumów oraz projekty merchu. O ile jednak Maciej ma bardzo charakterystyczny, mocno komiksowy i rozpoznawalny styl, tak tym razem za cholerę nie odgadł bym, kto jest autorem okładki. Trudno było go przekonać do wykonania okładki tak mocno odbiegającej stylistycznie od estetyki, z którą jest kojarzony? I jeśli chcieliście coś tak bardzo odmiennego, dlaczego zdecydowaliście się na współpracę z Maciejem, zamiast po prostu zaangażować innego artystę?

Absolutnie nie było ciężko. Ta okładka powstała bardzo szybko i bez większych problemów. Maciek jest wszechstronnie uzdolnionym, bardzo elastycznym grafikiem i swobodnie porusza się w różnych stylach. Między innymi dlatego się na niego decyduje za każdym razem ale też dlatego bo to po prostu zajebisty gość, mój dobry przyjaciel któremu ufam i nie widzę nikogo innego na tym miejscu.

Na początku lipca graliście razem z Black Tundra na ostatnim koncercie psychodelicznego tryptyku zorganizowanego przez Banshee Booking. Banshee zorganizowała tego lata również szereg imprez pod szyldem „Stoner Beach Party”, dosyć unikalnych wydarzeń z koncertami stonerowymi na plaży, pod gwiazdami. Mieliście okazję brać udział w takim wydarzeniu lub czymś podobnym? Popuszczając nieco wodze fantazji, jaka sceneria byłaby waszym zdaniem idealna dla wykonywanej przez was muzyki?

Graliśmy kiedyś na Czeskim festiwalu (Psy-High Festival) w lesie przy starej wykopce piaskowca. Absolutnie magiczne miejsce, jeden z lepszych gigów jakie grałem, biorąc też pod uwagę luźne podejście Czechów do różnych substancji. Bardzo dobrze się tam bawiliśmy. W tym roku graliśmy w Austrii na Lake on Fire. Scena stała w jeziorze! Na naszym gigu było potwornie gorąco także ludzie pływali przed sceną. Po koncercie podpłynął do nas gość na backstage po pałeczkę Falona 🙂  To się rzadko zdarza. Zawsze chciałem zrobić gig gdzie ludzie mogliby sobie leżeć na wygodnych kanapach i się chillować. Może kiedyś…

Już 22 września wystąpicie na Soulstone Gathering Warm-Up Party. Czego możemy spodziewać się po waszym secie?

Dobrych rzeczy możecie się spodziewać, tak myślę. Pozdrawiam, buziaki.

Rozmawiał Piotr Kleszewski