Weedcraft: “Stoner to heavy metal naszych czasów”

Weedcraft ze swoją nową płytą może bez kompleksów stanąć obok klasyków stoner/doomu. Ich muzyka powinna przekonać nie tylko fanów brzmień Electric Wizard czy Belzebong ale także fanów space rocka i rocka psychodelicznego. Świetne brzmienie, rozbudowane kompozycje i dymno-bujający klimat świetnie uzupełniają swoistą chwytliwość i melodyjność kompozycji zawartych na “Satan’s Weedcraft Heavy Spliffs”. Przed występem w Krakowie postanowiliśmy zadać puławskiemu kwartetowi parę pytań.

Powiedzcie mi jak właściwie narodził się Weedcraft – jaka historia za wami stoi i jak wasza czwórka spotkała sie w jednym miejscu?

W zasadzie Weedcraft wyewoluował z Green Asylum. Pod koniec 2015 zamierzaliśmy wypuścić epkę złożoną z trzech utworów. Jeszcze przed jej nagraniem postanowiliśmy, że zrezygnujemy z klawiszy, po nagraniach zaś zdecydowaliśmy się kontynuować bez wokalu. Skończyło się tak, że jeden z numerów puściliśmy jako Green Asylum, a pozostałe dwa – już jako Weedcraft. W międzyczasie do naszej trójki dołączył Łukasz, a fakt, że razem znamy się bardzo długo sprawił, że całkiem fajnie zaczęło się to rozwijać.

Gdy do Electric Wizard dołączyła druga gitara ich brzmienie zmieniło się – stało się bogatsze, z większą ilością harmonii. Jakie były wasze doświadczenia z przejściem z trio na kwartet? Co Łukasz wniósł do waszego stylu?

Łukasz przyniósł nam pokaźną kiść świeżych riffów, oryginalnych pomysłów, nowych rozwiązań. Muzyka przez to stała się cięższa, ale wydaje nam się, że pomiędzy kosmosem a doomowymi pociągnięciami zachowana została pewna równowaga, na której opieramy swoje granie. Na pewno bardzo dużo wniósł do brzmienia zespołu.

Wasza muzyka to solidnie zagrany doom metal. Ale powiedzcie mi – co odróżnia was o masy podobnych gatunkowo kapel?

Łukasz: Czym się różnimy? Oprócz tego, że nasze spotkania są organizowane pod kątem tworzenia muzyki, to ze względu na to, że jesteśmy rozpierdoleni po całej Polsce, a kanciapę mamy w Puławach, bo z nich pochodzimy, widzimy się głównie na próbach, raz na miesiąc a czasem rzadziej. Więc jako iommeczki spędzamy czas na próbach: wiadomo, gadamy, rozkminiamy rzeczy, pierdolimy, a w międzyczasie gramy heavy metal.

Maciek: Trudno jest stwierdzić, co nas odróżnia od innych zespołów, pewnie to, że znamy się praktycznie od zawsze. Z Maćkiem na przykład próbujemy grać “około doomową” muzykę już prawie dziewięć lat. Podobnie z Danielem, ja kupiłem bas, on kupił perkusję, założyliśmy pierwszy zespół i tak gramy sobie razem przeszło dziesięć lat. Jeśli chodzi o sound to mamy prostą zasadę – brzmienie waży i nie wmówi mi nikt, że nowoczesne wzmacniacze lepiej brzmią niż stara ciężka lampa.

Wasza nowa płyta – jak na klimaty kręcące się wokół Sleep i Electric Wizard – jest dość krótka – nie ma nawet 40 minut. Skąd decyzja o nagraniu tak krótkiego albumu, czym to było podyktowane?

Maciej Kopiński: Mieliśmy spójny materiał i chcieliśmy go nagrać.

Maciej Kowalczyk: Bardzo długo zbieraliśmy się do nagrania albumu, termin był przekładany kilkukrotnie. Zdecydowaliśmy się nagrać te cztery utwory, gdyż nie chcieliśmy nagrywać utworów “na szybko”. Mamy w zanadrzu bardzo dużo materiału i nie chcieliśmy go zmarnować, nagramy niebawem więcej.

Jak myślicie dlaczego muzyka typu stoner/doom dopiero niedawno stała się popularna w Polsce?

Uważamy że jest to Heavy Metal naszych czasów.

Dlaczego zdecydowaliście się zrezygnować z wokalu?

Maciej Kopiński: Zaczęliśmy robić muzykę, ktora nie dogadywała się z wokalem. W Weedcraft nigdy nie było mowy o wokalu.

Wasza muzyka wykracza poza stoner doomowe klisze, słychać w niej np. space rockowe inspiracje. Słuchacie takich rzeczy jak wczesne The Byrds, Hawkwin, Het Droste Effect? Takie klimaty są dla was inspirujące?

Maciej Kowalczyk: Nie znam tych zespolów. Inspiracji jest wiele, można wymieniać dyskutować ale najważniejsza jest nowa jakość. Jeśli już chcemy mówi o przeszłości to przede wszystkim Pink Floyd.

Space´y w naszej muzyce jakoś są naturalną konsekwencją jammowania. Słuchamy naprawdę różnej muzyki i to wychodzi i w naszych space´ach i w ciężarach.

Łukasz: Robiąc muzyke nie myślimy, że chcemy zabrzmieć jak ktoś, ale robimy to po swojemu. Inspiracja wg mnie to zapoznanie się z klimatem dawnych czasów a nie konkretne zagrywki czy forma.

Na festiwalu Red Smoke widziałem wiele osób ubranych w koszulki ‘Satan Fuzz Weed’. Czy to wy wymyśliliście to hasło, czy postanowiliście je zaadaptować na potrzeby waszej pierwszej płyty?

Maciej Kopiński: Maciek to wymyślł  na jednej z prób.

Maciej Kowalczyk: Wpadło mi to do glowy i stwierdzilismy ze to jesteśmy my.

Jakich gatunków słuchacie poza tymi z kregu tzw. “stoner doom”?

Maciej Kopiński: Wielu i bardzo różnych, ostatnio raczyliśmy się deathami, Haliną Frąckowiak, heavymetalem lat 80. Na codzień słuchamy Snoop Dogga albo Pendereckiego.

Panowie, dziękuję wam bardzo za rozmowę i do zobaczenia na dzisiejszym koncercie.