Instrumentalny kwartet z Puław to kolejny punkt na polskiej mapie stonerowej. Z Maciejem Kowalczykiem, basistą grupy Weedcraft, miałam okazję porozmawiać między innymi o nadchodzącym albumie i zarabianiu na życie dzięki muzyce.

 

Czy Weedcraft jest zespołem bardziej koncertowym czy jednak wolicie tworzyć materiał w studiu?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Jest to uwarunkowane raczej tym w jaki sposób podchodzimy do tego zespołu. Dla nas jest to sposób na spędzanie wolnego czasu. Jesteśmy kumplami, którzy razem grają i tyle, a że powstają przez to utwory i mamy gdzie to nagrywać, to jest jak jest. 

Pytam też o to, bo przeglądając chociażby wasz fanpage na Facebooku nie widzę zbyt wielu koncertów, czym to jest spowodowane?

Odpowiedź jest prosta – albo koncert, albo próba. Możemy grać tylko w weekendy, ponieważ nie mieszkamy w jednym mieście, tylko w trzech różnych. Każdy z nas ma pracę, swoje obowiązki. W tym momencie koncert soulstone’owy będzie najprawdopodobniej naszym ostatnim w tym roku. Potem chcemy się zabrać za robienie nowych rzeczy.

 

Chcielibyście żeby muzyka była waszym sposobem na zarabianie na życie?

Na pewno nie taka muzyka i nie w tym kraju. Ciężko mi powiedzieć w imieniu chłopaków, mogę ci powiedzieć jak ja to widzę. Nie sprawiałoby mi to przyjemności, gdybym miał z tego pieniądze. Dużo robiłem w tej branży, czasami jeszcze pracuję przy produkcji muzyki i ci ludzie nie wyglądają na szczęśliwych. Granie z chłopakami sprawia mi mega przyjemność. To jest moje hobby, poświęciłem się temu, ale podejrzewam że straciłoby to sens, gdybym zaczął na tym zarabiać.

 

Tytuły utworów często biorą się po prostu z fragmentu danego tekstu. U was bo jest to dość ograniczone gdyż w swoim dorobku macie głównie kompozycje instrumentalne. Skąd w związku z tym bierzecie na to pomysły?

Różnie, jeden z nich jest cytatem nieżyjącego już polityka. Nie będę mówił jakiego i jaki to utwór. Drugi jest inspirowany inspirowany serialem, ale to są tylko tytuły. Teraz pracujemy nad materiałem, który jest inspirowany cebulą i ziemniakami. Trzeba sobie obrać jakiś kierunek, żeby potem można było to jakoś nazwać, chociażby roboczo. Tych nazw raczej nie będę ci mówił, bo są bardzo głupie, nie podchodzimy do tego jakoś poważnie. 

 

W takim razie kiedy możemy się z tego spodziewać czegoś nowego?

Na pewno zagramy nowe rzeczy w Krakowie. Niestety nie będzie to cały set, chociaż początkowo taki był plan. Życie jednak zawsze weryfikuje nasze plany. Chcielibyśmy w okolicy końca tego roku bądź początku przyszłego wejść do studia, ale to jeszcze nic pewnego. Nie chcemy też nagrywać materiału na szybko, tylko dlatego że ogranicza nas czas.

 

Wróćmy teraz jeszcze na chwilę do poprzedniej płyty. Mimo że nie macie wokalisty to jednak na dwóch kompozycjach – Satan/Fuzz/Weed i Freedom 35 – pojawiły się fragmenty recytowane. Co was do tego skłoniło?

Część zespołów ma również coś takiego w utworach i uznaliśmy, że będzie to ciekawe urozmaicenie kompozycji.

 

Są to fragmenty wyjęte z jakichś filmów, seriali czy nagrane przez was osobiście?

Są to kwestie wyjęte z dwóch filmów. Jeden jest dokumentem, a drugi jest filmem, którego nazwy chyba nie mogę podać ze względu na prawa autorskie, bo zrobiliśmy to troszeczkę nielegalnie. Chociaż słuchając kolegów po fachu też wyłapuję pewne sample z nowych filmów. 

 

Do obu kompozycji z waszej EPki powstały wizualizacje, to chyba będzie nalepsze określenie. Nie doszukałam się czegoś takiego przy okazji Satan’s Weedcraft Heavy Spliffs. Dlaczego postanowiliście z tego zrezygnować?

Chyba po prostu tak wyszło. Z tą płytą było dość ciężko, nie została ona nigdy tak naprawdę wydana z różnych powodów i nie wiem czy kiedykolwiek zostanie wydana na płycie. Udało nam się to zrobić tylko na kasetach. Co do wizualizacji – nie było żadnego pomysłu. Przy EPce wszystkim zajął się nasz perkusista Daniel. Tutaj nie wiedzieliśmy jak ubrać to w obraz.

 

Wspomniałeś już o wydaniu albumu na kasecie. Jak doszło do waszej współpracy z Hellas Records, wytwórnią pochodzącą z Indonezji. 

Napisali do nas czy nie mamy nic przeciwko, żeby wydali nas na kasetach. Trudno jest przejść obok takiej oferty obojętnie i powiedzieć nie, zwłaszcza, że dostajemy mnóstwo takich wiadomości, dotyczących zarówno płyt jak i kaset czy innych nośników. Zawsze jednak polega to na tym, że my mamy zapłacić wytwórni za to, by nas wydali, a to chyba nie na tym powinno polegać. Hellas do nas napisali i powiedzieli robimy taki i taki nakład, a wy dostajecie swoją działkę. Dostaliśmy kasety i mogliśmy z nimi zrobić co chcemy. Już ich niestety nie ma. 

 

Kasety są dość oldschoolowym nośnikiem. Czy w tworzeniu muzyki również preferujecie bardziej tradycyjne podejście, czy jednak to współczesne?

Bardzo dużo uwagi przykładamy do analogowego brzmienia. Niestety w dzisiejszych czasach nie da się tego obejść w stu procentach, ale analogowe efekty czy lampowe wzmacniacze, to coś z czym się bardzo lubimy. Mieliśmy nawet pomysł, by nagrać się w całkowicie analogowy sposób, ale nie jest to chyba dla nas temat na teraz. 

W tym roku doszło to dość głośnej współpracy w świecie stonerowo – doomowym. Mowa oczywiście o splicie Dopelorda, Weedpeckera, Major Konga i Spacesluga. Czy jeżeli wy mielibyście okazję wziąć udział w takim przedsięwzięciu to bylibyście zainteresowani?

Jeżeli ktoś nam coś takiego zaproponuje, to możemy przemyśleć taką rzecz. Aczkolwiek to też wiązałoby się ze skomponowaniem czegoś na takiego splita. To są kolejne weekendy, kolejne zjazdy na próbę i kolejny czas, który musimy poświęcić. W naszym przypadku mogłoby być to dość kłopotliwe. Mimo to jesteśmy otwarci na wszystko.

 

Jeśli doszłoby do takiej kolaboracji, to z kim byście chcieli współpracować?

Ciężko powiedzieć. Kiedyś pojawił się nawet pewien pomysł, ponieważ często wychodzą w tym naszym światku płyty, na których coveruje się Black Sabbath czy inne tego typu zespoły. O ile dobrze pamiętam, to Weedpecker nagrał Sweet Leaf na jednej ze składanek, gdzie każda grupa wykonywała jeden utwór. My wpadliśmy na pomysł, żeby zebrać ludzi i przerobić którąś z płyt zespołu Kyuss, ale na pomyśle się skończyło.

Szeroko rozumiana muzyka stonerowa czy też doomowa często mocno działa na wyobraźnię. Często wiąże się to z też z wyglądem okładki albumu. Czy mieliście wpływ na wygląd tej zdobiącej Satan’s Weedcraft Heavy Spliffs?

W zasadzie nie mieliśmy. Próbowaliśmy coś zmieniać, prowadziliśmy rozmowy, ale znajomy, który nam ją zrobił po prostu nam ją wysłał i powiedział słuchajcie chłopaki macie grafikę. Tutaj również pozdrowienia dla Maksa. Podobała nam się i przyjęliśmy ją. 

 

Dziękuję Ci za rozmowę i czekam na nowe kompozycje w Krakowie.

Dzięki.

 

Rozmawiała Karina Pompa