Pochodzący z Madrytu kwartet Toundra łączy w swojej twórczości ciężkie brzmienia z tradycyjnymi hiszpańskimi wpływami. Chcieliby jednak, by nie przyklejać im łatki metalowego zespołu. O tym, a także o błogim wpływie muzyki na człowieka rozmawiałam z gitarzystą grupy Estebanem Girón.

Jesteście gdzieś w połowie tej części trasy promującej album Vortex. Jak wam idzie?

Już prawie ją skończyliśmy. Myślę, że zagraliśmy w jej trakcie około 50 koncertów, ponieważ album był wydany w maju 2018 roku. Musimy jednak przystopować, bo planujemy nagrać nową płytę w przyszłym roku.

Jesteście podekscytowani tymi koncertami, które jeszcze wam pozostały?

Oczywiście, to jeszcze nie koniec, ale zmierzamy ku niemu. Zostało nam około 10 występów. 

Żyjemy w czasach internetu, w którym możemy natrafić na mnóstwo nowych zespołów. Uważasz, że obecnie jest o wiele trudniej zainteresować słuchacza swoją twórczością niż to było np. 30 czy 40 lat temu?

Żyjemy w czasach, kiedy dociera do nas mnóstwo informacji, czy to w telewizji, czy na platformach cyfrowych. Mamy mnóstwo szumu i hałasu, a mało prawdziwych informacji. Myślę, że odbiorcy muzyki nie mają już tej pasji by cieszyć się z muzyki, jaką mieliśmy my, kiedy byliśmy młodzi. Wtedy trzeba było iść do sklepu, żeby kupić płytę i wówczas słuchało się jej na okrągło. Teraz co piątek mamy mnóstwo zespołów, które wydają nowe albumy, ale zazwyczaj słucha się tego tylko raz czy dwa, bo jest to praktycznie za darmo. Z drugiej strony myślę jednak, że dzięki temu byliśmy szczęściarzami jako zespół. Już na początku naszej kariery mogliśmy dzielić się naszą muzyką z ludźmi na całym świecie. Dzięki temu dotarliśmy do mnóstwa osób. To coś jak miecz obosieczny, możesz znaleźć wady i zalety.

Toundra jest zespołem, grającym muzykę instrumentalną. Sądzisz, że przez to jest wam trudniej sprawić by słuchacz zainteresował się waszą twórczością?

Brak wokalisty był naszym największym słabym punktem, ale zamieniliśmy go w tajną broń. Możemy występować w Sewilli w południowej Hiszpanii i w Oslo i wszyscy odbierają nas w ten sam sposób. Nasz przekaz nie potrzebuje słów czy też wokalisty. Uważam, że muzyka jest swego rodzaju językiem, dzięki któremu możesz wysyłać pewne przekazy. Przez lata w historii muzyki przewinęło się mnóstwo klasycznych kompozycji bez udziału słów. Dla mnie nie jest niczym niezwykłym granie w zespole bez wokalisty.

Jakiś czas temu w innym wywiadzie, powiedziałeś, że aby stworzyć kompozycje dla Toundry musisz być przepełniony gniewem, w innym przypadku jest to niemożliwe…

Bycie złym jest postawą, którą kierujemy się w naszym życiu. Muzyka jest rezultatem tej postawy. Nie oznacza to, że musisz być zły na ludzi, których masz przy swoim boku. Musisz być rozzłoszczony, by chcieć zmienić świat. Być złym, jeśli nie lubisz swojego życia, aby mogło cię to popchnąć do zmiany. Jestem zły, że nie mogę spełnić swoich marzeń.

Czyli tworzenie muzyki jest dla ciebie pewnego rodzaju katharsis?

Zdecydowanie, kiedy jesteś smutny i siedzisz sam w pokoju ze swoją gitarą lub kiedy jesteś zły, bo miałeś okropny tydzień, to jest moment, kiedy możesz wyrazić siebie za pomocą instrumentu. 

Kiedy wkładasz w swoją twórczość tyle złych emocji sądzisz, że ludzie mogą przejąć je od ciebie i również stać się wściekli na wszystko co ich otacza?

Nie jestem pewien czy ludzie mogą odczuć mój smutek czy też szczęście w muzyce. Robię to od lat, ale ciągle z tyłu głowy mam coś, co nauka nie do końca potrafi wyjaśnić, dlaczego jedne melodie brzmią dla nas przygnębiająco a inne wesoło. To jest dokładnie to o czym mówiłem wcześniej, muzyka jest dziwnym językiem, w którym możesz wysyłać wiadomości z pewną dozą magii. Dlatego ludzie tacy jak ja i ty tak bardzo ekscytują się muzyką. Ponieważ nie ma na to żadnego wyjaśnienia.

Obecnie w mediach coraz częściej pojawiają się informacje o samobójstwach znanych muzyków spowodowanych depresją. Jako członek tej grupy, uważasz że ci artyści są bardziej narażeni na popadanie w takie stany?

Tak, zdecydowanie.

Czym jest to spowodowane?

Po pierwsze muzycy są nieco inni niż reszta. Po drugie ci ludzie pracują nad niematerialnym rodzajem sztuki. To nie są ani obrazy, ani rzeźby. To cały czas siedzi w twojej głowie. Jesteś outsiderem. Jeśli pracujesz w tej branży przez lata w pewnym momencie możesz zacząć wariować. Z drugiej strony masz niecodzienny zawód, którego produkt daje innym ludziom mnóstwo radości, chociażby kiedy grasz dla nich, gdy pracują. Po trzecie bycie muzykiem ma swoją cenę. Jesteś w świetle reflektorów, wszyscy na ciebie patrzą. To naprawdę niebezpieczne dla twojego zdrowia psychicznego. Ja sam bywałem przygnębiony, uważam się raczej za smutną osobę. Możesz mnie widzieć śmiejącego się cały czas, ale gdy wracałem wczoraj pijany do domu po próbie myślałem, że to wszystko nie jest już dla mnie. Po czym dzisiaj rano, gdy byłem w pracy, nawet o tym nie wspomniałem. Nie sądzę zatem żebyśmy byli zbyt zrównoważonymi ludźmi.

Zawsze uważałam waszą muzykę za taką, która natychmiast maluje w głowie pewne obrazy…

… och, dziękuję.

Ostatnio stworzyliście na żywo reinterpretację ścieżki dźwiękowej do filmu Gabinet doktora Caligari, prawda?

Tak, mieliśmy taką okazję. Właściwie jutro wchodzimy do studia by nagrać album z tymi kompozycjami.

Jeśli dostalibyście propozycję stworzenia ścieżki dźwiękowej do filmu przyjęlibyście ją?

Chcielibyśmy tworzyć więcej takich projektów, ale nie jestem pewien jakiego rodzaju. Chętnie stworzylibyśmy ścieżkę dźwiękową do współczesnego filmu. Póki mogę dzielić scenę z moimi kumplami i robić z nimi różne projekty będę z tego powodu szczęśliwy, bo jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Jest to jednak trudne, bo wiele osób postrzega nas jako zespół metalowy. Wiemy, że niektórzy w Hiszpanii chcieli zaproponować nam współpracę, ale po przemyśleniu sprawy zrezygnowali obawiając się, że stworzymy coś właśnie w tym klimacie. 

Jeśli już o tym mówimy, muszę wspomnieć, że widziałam was w zeszłym roku na Mad Cool Festival i było to niecodzienne doświadczenie. Wasz występ był naprawdę dobry, ale zdecydowanie inny w porównaniu do reszty wykonawców, którzy się tam pojawili.

Dziękuję za miłe słowa. Dopóki możemy grać na żywo będziemy szczęśliwi. Wywodzimy się z undergroundowej sceny hiszpańskiej. Po raz pierwszy poznaliśmy się na koncercie punkowym, a później często słuchaliśmy razem tej muzyki w barach. Chcemy, by ludzie patrząc na nas uśmiechali się. Nie chcemy by byli smutni. Niech znajdą to, co ty znalazłaś.

Widziałam również wideo z koncertu, na którym graliście z orkiestrą. Co was do tego skłoniło?

Poza punk rockową muzyką kochamy także tę klasyczną. Nienawidzimy albumu Metalliki, kiedy wystąpili z orkiestrą z San Francisco, ale słuchamy mnóstwa neoklasycystycznej muzyki. Chcieliśmy połączyć te dwie rzeczy.

Dziękuję ci za rozmowę i do zobaczenia w listopadzie!

Dziękuję. 

Rozmawiała Karina Pompa