sun dance

Na Soulstone Gathering zagrają u siebie, a – jak wiadomo – ściany pomagają gospodarzom. Sun Dance, czyli krakowska formacja w skład której wchodzą Jacek Szczepan, Adam Gajewski, Kacper Półchłopek oraz Jan Gajewski, opowiada m.in. o planach dotyczących wydania nowej płyty, rozpoczynającym się jutro festiwalu oraz crowdfundingu.

 

Jak samopoczucie na kilka dni przed Soulstone? Nerwy są?

Jacek: Wiadomo, że zawsze jest jakieś napięcie, ale powiem szczerze, że zmiana klubu dostarczyła nam nowych obowiązków i musieliśmy przeorganizować praktycznie wszystko oraz zaplanować całą logistykę od samego początku. Także są, ale – mimo wszystko – jesteśmy bardzo dobrej myśli. To samo pytanie można skierować do Adama, który razem ze mną robi Soulstone’a i zajmuje się kwestiami technicznymi. Od siebie mogę dodać jeszcze tyle, że rzutem na taśmę udało nam się znaleźć zastępstwo za Rotundę. Zawsze jest to jakaś nowa sytuacja do opanowania i chyba nic nas już nie zaskoczy. Jesteśmy bogatsi o to doświadczenie.

Adam: Sami dostarczamy nagłośnienie i światło więc chcemy, żeby to wyszło jak najlepiej. Nie zamierzamy oszczędzać.

Czego, z czysto organizatorskiego punktu widzenia, nauczyła was poprzednia edycja?

Jacek: Tego, że jeżeli chcę to dalej rozwijać, to muszę zaangażować w całą inicjatywę większą liczbę osób. Nie znam się na wszystkim, nie mam jeszcze wystarczającego doświadczenia i zawsze lepiej robić coś w grupie. Szczególnie w grupie przyjaciół. W zasadzie taka jest główna idea zarówno Soulstone’a, jak i Sun Dance. Join The Circle. Na pewno staram się teraz bardziej pilnować rozpiski czasowej i zwracać uwagę na detale, smaczki organizacyjne. To właśnie takie rzeczy wpływają później na sukces całego przedsięwzięcia.

Cały zespół jest zaangażowany w organizację festiwalu?

Jacek: Pracuję głównie z Adamem, ale z Sun Dance pomaga też Janek (głównie w kwestii kręcenia materiałów video). Generalnie – każdy pomaga, doradza i angażuję się jak może.

Ostatnio Kuba – perkusista, z którym aktualnie gramy – podrzucił nam kilka pomysłów, także chyba uczciwie jest powiedzieć, że praktycznie każdy członek dokłada coś od siebie.

A czy organizowanie festiwalu i fakt, jak wiele czasu Was to kosztuje, nie przeszkadza nieco w działalności Sun Dance?.

Jacek: Raczej nie dochodzi do sytuacji, w których musimy przekładać próby ze względu na festiwalowe obowiązki. Niemniej jednak na pewno w jakiś sposób wpływa to na naszą działalność w zespole. Z drugiej strony zdobywamy cenne doświadczenie i jeżdżąc na inne festiwale jesteśmy w stanie wczuć się w rolę organizatora, co znacznie ułatwia współpracę. To taki mały plusik do profesjonalnego funkcjonowania zespołu.

Przejdźmy w takim razie do Sun Dance. Powstaliście w 2011r., tak?

Jacek: Tak, z tym, że z oryginalnego składu zostałem tylko Ja i Janek. W sumie dobrze, że tak się stało.

 

Dlaczego pozostali odeszli? I kiedy Sun Dance zaczął działać w obecnym składzie?

sun-danceJacek: Inne priorytety. Nie wszyscy chcą poświęcać swój wolny czas szlifując nowe numery na salce prób, gnieść się w małym aucie w drodze na koncerty (wiadomo jak to wygląda na takim poziomie) etc. Rok temu zaczęliśmy też robić nowe numery i okazało się, że odbiegają trochę stylistycznie od tego co było wcześniej, nieco inny styl grania. I wtedy pożegnaliśmy się z naszym basistą.

Jacek: Piotrek gra jeszcze w drugim zespole – Netherfell (folkcore) i raczej nie chciał się zaprzyjaźnić z trochę wolniejszymi tempami.

Kacper: Z naszym byłym perkusistą Konradem grało się dobrze, świetnie się dogadywaliśmy, ale przyszedł moment, że wyprowadził się do Rzeszowa, bo znalazł tam pracę. Pojawił się problem z czasem, dojazdami i doszliśmy do wniosku, że dalsza współpraca nie ma sensu.

Jacek: A tak naprawdę istniejemy od 2014 r., czyli do wydania EPki „Valley Of Fears”. Wtedy coś ruszyło. Pierwsze wydawnictwo zespołu jest pewnego rodzaju jego konstytucją. Bez niego nie istnieje.

Jan: Pamiętam, że na samym początku, bo po jakimś roku działalności zespołu o mało sam nie odszedłem z zespołu. Byłem strasznie sfrustrowany, że nic nie szło na przód i ciągle musieliśmy odwoływać kolejne próby. Na szczęście po poważnej rozmowie i zmianach w składzie sytuacja nam się rozjaśniła i chyba nie chciałbym grać z nikim innym.

Adam: Wiele w zespole się zmieniło od wydania EPki, zmieniliśmy trochę styl, wydaje mi się, że na lepsze.

Jacek: Fakt. Z tym, że tak naprawdę mamy dość niesprecyzowaną sytuacją z Kubą, także ciągle zostawiamy tam znak “?”. Najbliższe tygodnie będą kluczowe.

 

Macie już jakieś plany dotyczące debiutanckiej LP?

Kacper: Przygotowujemy się do nagrania płyty, brakuje nam jednej-dwóch piosenek, pomału obmyślamy koncepcje, zastanawiamy się co, jak, u kogo. Po Soulstone Gathering pewnie będzie to główny temat w zespole.

Jacek: Mamy sporo nowych pomysłów, które chcemy skończyć do końca roku i nagrać debiutancki album. Jeżeli chcemy się dalej rozwijać, musimy to zrobić. Prawda jest taka, że doceniamy naszą pierwszą EPkę, ale nie za bardzo chcemy już ją promować. Zdajemy sobie sprawę, że brzmi tak jak brzmi. Wycisnęliśmy z tego demka właściwe 200%. Czas na nowe.

Jako że to temat bardzo na czasie, to pozwolę sobie zapytać – bierzecie pod uwagę możliwość, że skorzystacie z crowdfundingu?

Jacek: Nie.

Co sądzicie o takich akcjach? Można to nazwać żebraniem, czy nie? Zespół, który poleci z taką akcją za bardzo jest momentalnie spalony w środowisku?

Adam: Każdy ma jakiś pomysł na siebie. My mamy inny.

Kacper: Inne zespoły to nie nasza sprawa. Wydamy album za własne pieniądze, jak się spodoba, to ludzie go kupią i coś z tego odzyskamy.

Jacek: Poza tym – działamy wśród ludzi lubujących się w idei DIY. Crowdfunding nie jest DIY, ergo – nie jest to najlepszy pomysł. Aczkolwiek, każdy ma prawo do swojego zdania. I nic nam do tego. Znam się z gitarzystą Stonerror, jest to bardzo pomocny i dobry człowiek, ale w tej kwestii się nie zgadzamy. I tyle. Tak jak napisał Kacper – róbmy swoje i nie oglądajmy się na innych.

Jan: Ja osobiście uważam, że jest o wiele więcej akcji czy osób potrzebujących dla których warto przeznaczyć przysłowiową piątkę. My natomiast mamy się dobrze, każdy z nas ma pracę i nie widzimy problemu z wydaniem płyty naszym sumptem tzw. “ściepą”.

Jacek: Niech publika ocenia. Póki co wygląda na to, że chłopaki dopną swego, także pozostaje tylko czekać na odbiór i pierwsze recenzje albumu.

sun-dance-live

Ok. Czym nowa płyta będzie różniła się od EP-ki? W jakim kierunku poszliscie?

Kacper: Strojeniem! Poszliśmy w dół.

Jan: Wolniej, ciężej, mniej darcia, więcej przestrzeni i czystych wokali.

Jacek: Na pewno produkcją i bardziej dojrzałymi kompozycjami.

Co konkretnie masz na myśli przez “bardziej dojrzałe”? Bardziej przemyślane?

Jacek: Tak, cały czas kombinujemy z różnymi tempami, testujemy nowe aranże, dodajemy nowe efekty. Podczas nagrywania „Valley of Fears” mieliśmy w zasadzie tylko kilka riffów i kompozycje z samego początku istnienia kapeli.

Jan: Myślę, że będziemy starać się wrócić do korzeni i trochę ukrócić nasze “metalowe” zapędy. Powstaje więcej utworów, do których można się fajnie pobujać.

To wychodzi czysto spontanicznie, podczas jamowania?

Jacek: Teraz jest tak, że zaczynamy od jakiejś bazy i lecimy.

Kacper: Ten materiał cały czas się zmienia, bo gramy go na żywo. Dzięki temu możemy w warunkach bojowych przetestować co się sprawdza i dostosowywać to do tego co chcemy osiągnąć. To bardzo wygodne podejście w porównaniu do skomponowania całości, ponakładania na to wtyczek vst i nagrań.

Jacek: Czasami przychodzimy z nowymi pomysłami, ale najbardziej efektywnie działamy jednak na salce prób. Podczas EPki wyglądało to zupełnie inaczej. Każdy przynosił gotowy numer i tylko lekko go przerabialiśmy.

Kacper: Kawałek ‘Into the sky’ już się różni od tego, co zostało nagrane. Materiał pomału ‘dojrzewa’ w swoim tempie.

Jacek: Generalnie, jakbyśmy się bardzo uparli, to moglibyśmy już mieć te płytę. Z tym, że ciągle robimy selekcję i wyrzucamy utwory, które nie przetrwały próby czasu. Stawiamy na spójność i do tego dążymy.

Rozumiem, że płyta będzie bardziej zapisem chwilowego stanu rzeczy i na koncertach będziecie dalej improwizować na podstawie kompozycji z LP?

Kacper: Nie, płyta będzie przemyślanym produktem wielu wspólnych koncertów i prób, który będzie różnił się od pierwotnego zamysłu. Przez to rozumiemy ‘bardziej dojrzały materiał’.

Adam: Czasem aranż może ulec zmianie. Z czasem można poznawać numery z różnej strony.

Jacek: Myślę, że kompozycje, które znajdą się na płycie będą na tyle dopracowane, że nie będziemy ich jakoś drastycznie korygować. Nie chcemy nagrać płyty i w nieskończoność zastanawiać się ‘Co jeszcze można zrobić lepiej’. Nagramy i zabierzemy się za następną. A wyciągnięte wnioski wrzucimy w nowe kompozycje. Teraz trwa to dłużej, ze względu na rotacje w składzie i chęć uspójnienia materiału.

Kacper: Nagranie będzie zamknięciem pewnego rozdziału, a nie miejscem na kontemplacje na temat przeszłości.

Zmieniając nieco temat – czego ostatnio słuchacie? Jakie płyty zrobiły na Was największe wrażenie w ostatnich miesiącach?

Jacek: Ostatnio sporo post rocka/metalu, ale to już w sumie od dłuższego czasu ciągnie mnie właśnie w tym kierunku. Mam tutaj na myśli zespoły takie jak: Toundra, *shels czy Sólstafir.

A z polskiej sceny bardzo cenię nowe krążki Spaceslug, Sunnaty i Red Scalp.

Adam: Ja na przykład byłem wczoraj na koncercie Russian Circles. Sporo ich ostatnio słucham.

Kacper: Cocteau Twins – Heaven or Las Vegas, Regarde Les Hommes Tomber o takim samym tytule, The Glitch Mob – Love Death Immortality, Coffinworm – IV.I.VIII, cały YOB. GosT wydał niedawno świetny album, „Non Paradisi”.

Jacek: Tak samo z Apey and The Pea Hellish (ale to nie jest nowa płyta) i Somali Yacht Club (wielka miłość od pierwszych dźwięków).

Jan: Na mnie wielkie wrażenie zrobił ostatnio debiutancki album Mentora (pozdro Wojtku).

Na jaki koncert podczas Soulstone czekacie najbardziej? Nie licząc waszego, oczywiście.

Kacper: Mars Red Sky

Jan: Podobnie. Do tego 1000mods oraz Apey & The Pea

Jacek:  1000mods, MRS i The Gentle Art Of Cooking People.

Macie już jakieś plany w związku z kolejnymi edycjami Soulstone Gathering?

Jacek: Chcemy dalej rozwijać festiwal, zapraszać coraz to lepsze kapele i może za kilka lat pomyślimy o przeniesieniu imprezy na łono natury. Tak, marzy nam się open air.

Skoro się marzy, dlaczego od początku nie ruszyliście z tego typu festiwalem?

Adam: Plener to większe koszta. Bez pieniędzy z zewnątrz ciężko to dobrze zrobić.

Jacek: Oczywiście, że można. Wszystko w swoim czasie, na razie marzymy o normalnej współpracy z krakowskimi klubami. Chcemy doprowadzić obecną formułę do perfekcji, zbudować społeczność wokół inicjatywy itd. Rok temu był tylko jeden dzień, w tym – już dwa. Zobaczymy. Odpowiadając za siebie: nie sądziłem, że aż tak bardzo się zaangażuję i będzie tak pozytywny odzew wśród ludzi. Z każdym kolejnym koncert widzimy, że ma to coraz większy sens i dlatego pojawił się jakiś czas temu pomysł na open aira. Ale tak jak piszę – na razie skupiamy się na tej edycji i zobaczymy jak to się dalej rozwinie. Na tej scenie wszyscy bardzo dobrze ze sobą żyjemy. Piękna sprawa.

Czyli podsumowując: za rok 3-dniowy Soulstone, na którym wystąpi Sun Dance z nową płytą i u boku Monster Magnet?

Jacek: Mniej więcej (śmiech). Nie chcę się zbytnio rozwodzić się nad przyszłością, bo nie na wszystko mamy wpływ i nie chcę nic obiecywać. W każdym razie, jak zawsze – damy z siebie wszystko.