Strange Clouds: Recenzja albumu Calm Before the Storm

„Calm Before the Storm” Tak został nazwany debiut poznańskiej grupy Strange Clouds. Po usłyszeniu pierwszych dźwięków możemy się przekonać jak bardzo tytuł był zwodniczy. Przez nieco ponad pół godziny słuchacz nie zazna tytułowego uczucia. Od pierwszego riffu zespół w niezwykle pozytywny i ciepły sposób przedstawia nam z jakim graniem mamy do czynienia.

Na debiutanckiej EP, Strange Clouds nie prezentują muzycznej rewolucji. Zespół zagłębił się w szorstki klimat grunge’u, zarazem zgrabnie mieszając to z psychodelą którą znamy z dokonań Pink Floyd. Cała ta mieszanka została przyprawiona vintage’owym brzmieniem, a wszystko ubrane w niezwykle ciepły i stonerowy klimat. Strange Clouds w tym wszystkim zawarli swój głęboki pierwiastek, od pierwszych do ostatnich dźwięków słychać pasję, przyjemność z grania, i lekkość z jaką płyną dźwięki. Swoje brzmienie zaś określają jako „strange rock”. Myślę, że może to idealnie oddać klimat jaki osiągnęli na płycie. Łatwość z którą zespół łączy wiele pokoleń muzyki rockowej wywołuje bardzo pozytywne odczucia . Na „Calm Before the Storm” nie ma czasu na nudę. W przeciągu 5 utworów na EP-ce, usłyszymy ciężkie riffy, czy subtelne sola, uwagę również przykuwają psychodeliczne momenty potrafiące wywoływać wyobrażenie niezwykłej przestrzenności tej muzyki.

W kompozycjach Strange Clouds nie brakuje różnorodności. Mimo oczywistych wpływów, zespół nie chce się podporządkować ugruntowanym już regułom. Poznańska grupa chętnie sięga po inspiracje, lecz nie zatraca w tym wszystkim własnego stylu. Wpadający w ucho riff, przyczajona perkusja, i południowo brzmiący wokal w „Heal the Ghosts” w jednym momencie przeradzają się w łagodną podróż poprzez dźwięki, by po chwili dowalić ciężkim doomowym riffem. W trakcie pierwszego już utworu byłem niezwykle ciekawy co otrzymam z każdą kolejną chwilą. Następujący jest „Black Souls” bardzo ponury, wypełniony ciężkimi riffami, i z rozbudowanym solo utwór. Kolejne dwie kompozycje to już bardzo przyjemna zabawa zespołu, słuchając da się już wyczuć, że to są kierunki jakie grupa chciała osiągnąć. EP-kę zamyka oniryczna, zarazem niepokojąca ballada „The Tempest”.

Na polskiej scenie pojawił się zespół pełen pasji i z ogromnym potencjałem by osiągnąć w przyszłości coś wielkiego. Zespół który pokazał, że potrafi utrzymywać odpowiednią równowagę w kompozycjach. Dojrzałe brzmienie jakie osiągnęli udowadnia, że grupa dąży do własnego stylu. Po odsłuchu mam same pozytywne odczucia, jeżeli Strange Clouds chcą dalej podążać tą ścieżką, pozostaje mi jedynie życzyć im szczęścia, jako debiut, stworzyli tutaj kawał dobrej roboty.

Słucha się tego dzieła niesamowicie przyjemnie, zostałem wiele razy zaskoczony i czekam na więcej. Strange Clouds ze swoim debiutem pokazał, że cisza przed burzą była tylko przykrywką, nie mogę się więc doczekać co przyniesie ta burza!

Radek Bury