Spaceslug

Mountains & Reminiscence

(BSDF Records, Oak Island Records, 2017)

Od ostatniego długogrającego wydawnictwa wrocławskiej załogi minął niecały rok, Spaceslug w tym czasie nie próżnował i sprawił niemałą niespodziankę wydając 22 września EP-kę ?Mountains & Reminiscence?. Płyta skrywa pięć utworów składających się na niemalże 28 minut kosmicznego grania. Jest to trzecie wydawnictwo grupy w ciągu ostatnich dwóch lat.

Już po pierwszym odsłuchaniu materiału zostałem niemalże zahipnotyzowany. Nie mogłem wyjść z wrażenia jak na tak teoretycznie krótkim materiale można skomponować 5 tak różnorodnych utworów, a zarazem tworzących świetną całość. W jednym z wywiadów, gitarzysta zespołu (Bartosz Janik) wspominał jak nieskończony jest kosmos i jakże wiele można dzięki temu wyrazić. Idealnym tego przykładem jest właśnie to wydawnictwo. Każdy utwór jest od siebie inny, każdy wyłamuje się z ram poprzednich albumów, mimo wszystko skrywa w sobie ten niezwykły pierwiastek kosmosu jaki Spaceslug sobie wyrobił dotychczasowymi nagraniami.

Inność tej EP-ki nie oznacza nic negatywnego, jest to raczej pozytywny aspekt eksplorowania nowych warstw muzycznych. Muzycy utwierdzają tylko w tym, że wyrobili już swój własny styl, przestrzeń jaką tworzą jest ich znakiem rozpoznawalnym i potrafią ją zachować komponując nawet niemalże punkowy ?I Am the Gravity?. Utwór ten jest potężnym ciosem jaki wjeżdża po otwierającym płytę ?Bemused and Gone? który został opublikowany przed premierą krążka. Kawałek ten jest jak cisza przed burzą, mozolnie, a zarazem łagodnie buduje napięcie przez kolejne pięć minut, lecz zdecydowanie nie nudzi. Nagroda przychodzi w postaci drugiego wcześniej wspomnianego utworu. Dla mnie zaś numerem jeden tej EP jest trzeci wałek ?Elephemeral?. Chyba najbardziej ?spaceslugowy? utwór na tej płycie. Takie miałem wrażenie po pierwszej połowie, bo nucącego ?na na na na? ślimaka w życiu nie słyszałem, i podejrzewam, że wy też nie. Ten kawałek doszczętnie wrył mi się w psychikę bym po miesiącu dzień w dzień nucił tę melodię.

Czwarty w kolejności jest najcięższy utwór, będący swego rodzaju hołdem dla całej domowej sceny. ?Space Sabbath? bo taki utwór to mroczny, potężny wałek obdarzony niesamowicie wyraźnym riffem, co u Spacesluga miałem wrażenie nigdy nie odgrywało pierwszoplanowej roli. Płytę kończy niezwykle melancholijny ?Opposite the Sun? który jest idealnym zwieńczeniem tego wydawnictwa.

Główną zaletą tego wydania jest przede wszystkim różnorodność, jest to jakby ?skok w bok? zespołu i ciekawi mnie bardzo, czy będą chętnie brali się za ten materiał na żywo, czy zostaną już przy obranej koncepcji. EP-ka została nagrana podobnie jak ?Time Travel Dilemma? w Satanic Audio, co było bardzo dobrym wyborem, bo płyta ma świetne brzmienie, przestrzeń została osiągnięta, zaś gitary brzmią bardzo surowo i zimnie. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić tę płytę. Bez wątpienia jest to jedno z ciekawszych wydawnictw tego roku na krajowym podwórku.

Radek Bury

Facebook

Bandcamp

Licznik: counterliczniki