„Niech wszystkiego zakażą!”

Tomasz Osiński vel Chudy Byk to niezwykle szczery facet. Zreszta tak jak teksty, które pisze. Porozmawialiśmy o ostatnim albumie O.D.R.A i turpistycznym wymiarze egzystencji. Autor utworu ‚Lament Starej Kurwy’ zwierzył nam sie również ze swoich upodobań jeśli chodzi o poezje i podejściu do mediów społecznościowych.

Cześć! Jak się mają sprawy we Wrocławiu? Wciąż cuchnie, czy można przyjeżdżać bez obaw?

Można przyjeżdżać i zwiedzać bez obaw. Wrocław to naprawdę piękne miasto i jest co oglądać. Można na wiele sposobów spędzić miło czas. Odra płynie wolno, czasem poziom spada czasem jest powódź. Są dni, że nad Odra cuchnie. Kocham zapach śmierdzącej rzeki o poranku

Okładka i tytuły utworów waszego ostatniego albumu „V” mogą być nieco dezorientujące dla osób, które znają was z „Sexnarkomana”. Zamiast turpistycznej, odpychającej, rynsztokowej tematyki, są ‚Widły’, ‚Motłoch’ i ‚Biedaszyby’, czyli klimaty bardziej ruralistyczne. Jaki koncept stoi za „V” i dlaczego zdecydowaliście się pójść w tę stronę?

V jako Vratislavia, jako Vendetta, jako Victoria . Czyli Wrocław, zemsta, zwycięstwo i oczywiście piata płyta. Oczywiście znowu oddajemy hołd naszej Śląskiej ziemi, tylko teraz tematyką albumu są tutejsze rewolucje, wystąpienia, zadymy i wszystko co się wiąże ze sprzeciwem wobec władzy, fabrykantom i spekulantom. „Biedaszyby „ opowiadają o biedzie i nędzy zagłębia wałbrzyskiego. „Widły” o buntach chłopskich, „Tkacze” o buncie tkaczy który obił się mocnym echem w Europie,

(Tkacze (niem. „Die Weber”) – dramat Gerharta Hauptmanna, napisany w 1891 lub 1892 roku, wydany w 1893 roku, poświęcony powstaniu tkaczy śląskich z rejonu Gór Sowich z 1844 roku.)

Wszystko podlane zostało moja dadaistyczną poezją. Więc na „V” jest nędza, bieda, zamieszki, bunt i rebelia. Przedstawione są postacie z marginesu społecznego które bardzo mnie fascynują. Oczywiście nie składamy pokłonów złu, tylko przedstawiamy historie regionu na swój sposób.

Nagrywaliśmy materiał na gitarach marki Defil, więc prawdopodobne jest to, że gitara została zrobiona ze śląskiego drewna.

Za rok stuknie wam 10 lat na scenie. Żeby grać taką muzykę jak wasza trzeba mieść w sobie ogromne pokłady wkurwu, a odnoszę wrażenie, że nie tylko wam go nie brakuje, a jest go w waszej muzyce coraz więcej. Co cię wkurwia we współczesnym świecie? Co z tego możemy znaleźć w waszej muzyce.

Mnie wkurwia dużo. Ciężko wszystko wymienić bo to temat rzeka. Ogólnie ludzka głupota, nienawiść i chamstwo. Wkurwia władza, jakakolwiek. Nie, że PiS czy PO, czy Trump, czy inny jakiś Putin, czy UE czy Kuba, Korea. Każda władza to chujstwo. Wyzysk, gnębienie i niewolnictwo. Jesteśmy niewolnikami ochłapów z pańskiego stołu, niewolnikami konsumpcjonizmu i niewolnikami molocha. Jak to możliwe, żeby w XXI mordować dzieci? To są zwykli mordercy. W Syrii, Palestynie itd. codziennie mordują bezbronnych, a „świat” ma to dupie. Pociskamy tutaj pierdoły, dajemy fotki, że dzisiaj była uczta FIT na śniadanie, że mam poszarpane spodnie, i duże cycki a 2 tys. kilometrów dalej jakieś dziecko chowa się w gruzowisku. Kurwa jesteśmy bezradni. Jesteśmy nawet tak bezradni, żeby zrobić strajk czy jakiś „Marsz”. Każdy „Marsz”, czy to z lewa czy z prawa jest sterowany przez tłuste kocury, które wjadą na naszych garbach na salony. Terroryzm, handel bronią, narkotykami. Jesteśmy ofiarami w tej grze. Dlatego inspirują mnie takie sytuację jak w Tkaczach. Ludzie mimo, że byli na straconej pozycji chwycili za kosy, widły i walczyli o godność. Niestety obecnie jesteśmy pokoleniem niewolników i nie stać nas na nic wielkiego.

Tak jak wspomniałem, niedługo minie 10 lat od początków O.D.R.A. Czy planujecie z tej okazji coś specjalnego?

W sierpniu 2018 będzie 10 lat. Nie mam pojęcia, w tej chwili nie planujemy nic. Jest pewien pomysł ale czy wypali? Zobaczymy.

Jak by brzmiał wasz debiut, gdybyście go nagrali obecnie, z perspektywy zespołu, który ma na swoim koncie już kilka albumów?

Brzmieniowo nic bym nie zmieniał. Może jeden numer by wyleciał. Każda płyta to osobna historia, zapis czasu. Na każdym albumie jest inny skład. Pierwsze dwie płyty były traktowane jako projekt studyjny. Nagraliśmy jedną, za chwilę drugą, która miała się nie ukazać i dość długo leżała w „szufladzie”. Więc jeśli wtedy graliśmy krzywo i źle, to tam to słychać. Nagraliśmy to w jeden dzień za kilka stów i nie oczekiwaliśmy, że ktoś się tym zainteresuje. Jednak okazało się to na tyle ciekawe, że po 3 latach zaczęliśmy koncertować i dalej się w to bawimy.

Gdy zaczynaliście, internet dopiero stawał się jednym z mediów służących do komunikacji na linii muzyk-fan. Współcześnie Facebook, YouTube, Bandcamp, czy Spotify dominują ten rynek. Należysz bardziej do zwolenników takiego kontaktu ze słuchaczami, czy jest to dla ciebie zło konieczne? Jakie widzisz wady i zalety internetu jako źródła komunikacji z fanami?

Gdy zaczynaliśmy mieliśmy Myspace i byliśmy podjarani, że kilka osób napisało, że im się podoba to co robimy. Jesteśmy naturszczykami. Wydając 100 sztuk CD gdzie mogliśmy trafić? Widać jak przez niespełna dekadę Internet i możliwości nagrania czy wydania płyty ogromnie się zmieniły. Wielki postęp. Dlatego nie rozumiem jak można np. prosić się o pieniądze na wydanie płyty czy jej nagranie. Zespoły żądają, nie żebrają bo żebranie i jałmużna to nie jest wstyd, ogromnych pieniędzy, żeby nagrać czy wydać płytę. To jest absurd. Myślą, że wystartują z wyższego pułapu. Poza tym każdego powinno być stać na swoje hobby. Zresztą taki jest hajp że nawet gówno i tak na siebie zarobi. To są łatwe czasy, gdzie można zarobić kasę, złożyć się czy nagrać demo na magnetofon w sali prób. Będzie to bardziej szczere i prawdziwe. Albo płacenie za występ na koncercie „gwiazdy”. Absurd. W grę wchodzą tylko zbiórki na charytatywne cele, ludzi którzy naprawdę potrzebują pieniędzy, a nie na swoją zabawkę która przeminie pewnie gdy pojawi się pierwsza dziewczyna itp.

Jednak jak widać po Facebooku popularności nie zdobyliśmy. Więcej lajków dostaje dziecko z gimnazjum które zrobi dziubek i pokaże kawałek cycka, niż kapela która wyda płytę. Jako zespół czy też każdy z osobna, nie bierzemy jakoś mocno udziału w życiu wirtualnym. Nawet z racji wieku nie chcemy brać udziału w różnych gównoburzach, kłótniach i ocenach. Jak by to wyglądało? Ojcowie, małżonkowie wyzywają się z gimbusami o wyższości jednej płyty nad drugą? Lub jeszcze gdybyśmy mieli bronić naszej twórczości? O czym tu dyskutować? Zamiast marnowania czasu w Internecie można np. zrobić kilka kanapek chleba i rozdać na ulicy czy iść pograć na podwórko z dzieciakami. Pokazać im, że jest inny świat niż dopalacze, fejsik, smartfony czy inne gówno, które ogłupia. Zainteresować kogoś swoją pasją, pokazać, że jest inna muzyka niż Zenek i Król Albanii. Teraz liczy się opakowanie. Diabełek, liść trawki i jesteśmy zajebiści. Zero przekazu! Szkalujcie, plujcie, negujcie do woli. Mamy na to wyjebane. Gusta są różne. My gramy z pasji, tak jak potrafimy, nie udając chuj wie kogo. Ja osobiście „kibicuje” obecnej władzy, żeby zakazywała koncertów itd. Niech wszystkiego zakażą! Może wtedy zrodzi się bunt, ludzie zaczną chodzić na koncerty i grać po garażach. Zaczną myśleć. Teraz wszystko jest tak zajebiste, że pozostaje forum na którym można się wyżalić.

Jesteśmy tradycjonalistami, wolimy słuchać muzyki z kaset i płyt, niż pstrykać codziennie po ileś tam zespołów w necie. Lepiej posłuchać płytę na spokojnie, dokładnie, w całości, niż klikać po kilku sekundach na inny numer. Oczywiście jesteśmy fetyszystami i wąchamy okładki, czytamy wszystkie informacje tam zawarte. Jednak generalnie Internet jest pomocny dla takich podwórkowych zespołów jak my, które nie grają wielu koncertów . Oczywiście wszystko z umiarem.

Spotkałem się z opinią, że wasze teksty oprócz tematów spod obszczanej bramy obracają się również wokół poezji. W jakim stopniu to prawda? Jaka to poezja?

Sam piszę tzw. poezję. Jest to dadaistyczna, surrealistyczna pisanina. Być może kiedyś ukaże się jakiś tomik, wydany w 100 egz. którego nikt nie przeczyta. Teksty są więc mieszanką takiego pisania, historii i obserwacji marginesu społecznego.

W przypadku „V” mamy bardziej do czynienia z Cioranem, czy Bukowskim?

Czytuje ww. ale z żadnym z nich. Raczej jest to styl generała Kuzio.

Pod koniec września zagracie podczas Soulstone Gathering Warm-Up, czyli imprezy poświęconej muzyce z kręgów stonera, sludge, doom, psychodelii i pochodnych. Czy można mówić już o zorganizowanej scenie, czy jest to wciąż underground i kilka zajawionych na tym punkcie osób?

Tzw. „scena” w naszym kraju jest bardzo podzielona. Jest trochę osób mocno wkręconych w te klimaty które bez podziałów i zbędnego pierdolenia zajmują się muzyka, robieniem koncertów itd. Jednak większość to typowe internetowe i okołoscenowe pierdololo. To im się nie podoba, tamto źle. Żeby być miłośnikiem takiej muzyki nie wystarczy iść do barbera, kupić ciuchy, merch, gadać głupoty i w dwa dni stać się stoner/doom wymiataczem. Ludzie oddani tej muzyce najczęściej przeszli długą drogę od małolata czy typowego kuca. Można robić koncerty dosłownie wszędzie, np. w Pradze graliśmy pod mostem w samym centrum miasta. Wystarczy pomysł i chęci. We Wrocławiu powstało Black Moon i naprawdę jest to super miejsce do grania i spotykania się ze znajomymi. DIY. Graliśmy na punx piknikach i tez są to imprezy robione przez pasjonatów. Może takie koncerty nie podbijają ego ale dla nas są super. Można powiedzieć, że jesteśmy związani ze sceną „wrocławską” i sceną hc/punk. Trzymamy się razem z naszymi braćmi z 71TONMAN, LEGALIZE CRIME, RATFLESH, SPACESLUG i PALM DESERT oraz z kilkoma wrocławskimi kapelami.

Chciałbyś coś dodać na koniec?

Dużo zdrowia i szczęścia!!

Rozmawiał Michał Smoll