“Nasza muzyka sprzyja autorefleksji”

Rok temu rozmawiałem z Jankesem i Pedro, tym razem wybór padł na dwóch kolejnych członków. Tak jest, dwóch – po nieco ponad roku MuN powiększył się o kolejny instrument. Jesteśmy świeżo po premierze ich drugiego długograja i z tej okazji, a także zbliżającego się koncertu w Krakowie porozmawialiśmy z Gniewkiem i Ozimirem o zmianach, jakie przeszła kapela.

Minął nieco ponad rok od naszej ostatniej rozmowy. Trochę się u Was pozmieniało prawda?

Ozimir: Jak najbardziej (śmiech). Chyba sam jestem największym znakiem tych zmian.

Gniewko: Nowa płyta, wokal, więc można powiedzieć, że trochę.

No właśnie. Pedro z Jankesem wspominali, że nie macie w planach żadnego wokalu w Waszej muzie. Jak to się zatem stało? I jak traktujecie Ozimira, bo jednak mam wrażenie, że jego wokal odgrywa rolę jakby kolejnego instrumentu.

O: Traktują mnie dobrze. Dają mi szlugi i czasem nawet napić się piwka. A tak na poważnie  – świetnie ująłeś temat. Kiedy wchodziłem do zespołu okazało się, że nasza wizja wzbogaconego MuNa jest identyczna. Wokal jest klamrą, która spina kompozycje.

G: Planów owszem nie mieliśmy, ale Ozimir trafił do nas trochę przypadkiem, przypałętał się na próbę, stwierdził, że muza mu się bardzo podoba, i czy może spróbować coś nam zaśpiewać. No i jak zaśpiewał, to nie ukrywając pourywało nam to trochę głowy. Odnośnie wokalu jako kolejnego instrumentu to bardzo słuszne spostrzeżenie, ponieważ taki był zamysł od początku, jeżeli o niego chodzi. Wokal idealnie dopełnił całość.

Skupmy się teraz na samych kompozycjach z najnowszego krążka. Odnoszę wrażenie, że Opia jest lżejsza o samo brzmienie riffów od poprzedniczki, a zarazem jest bardziej przestrzenna, natomiast jest w tym wszystkim taki Wasz pierwiastek.

G: Opia jest lżejsza i bardziej przestrzenna, ale z mojego punktu widzenia wynika to z tego, że aranżacje utworów są zupełnie inne niż w przypadku Axis Mundi. Uważam też, że Opia jest zdecydowanie bardziej dynamiczna w porównaniu do poprzedniej płyty, zdecydowanie bardziej to wszystko płynie, ale to po prostu wychodziło naturalnie z biegiem czasu, jak robiliśmy nowe numery. Axis był dużo bardziej hmm? surowy.

O: Ze swojej strony myślę, że to naturalna ewolucja myśli zespołu. Tworząc Opię nie skupialiśmy się na tym, co wychodzi nam z instrumentów i gardeł. To po prostu powstało. Z Opią jest również ciekawa sprawa o tyle, że gdy ja dołączyłem do zespołu, to część kawałków miała już swój szkic. Zamysł nie powstał z myślą o dodatkowym instrumencie, ale jakby czekał na niego. Axis Mundi nadal pozostaje instrumentalny na koncertach, bo nie ma tam miejsca dla mnie, Opia była zaś zaproszeniem.

Mówisz, że Opia jest jakby zaproszeniem. No właśnie, niektóre kawałki można było usłyszeć w trakcie gigów już rok temu. Jak długo zatem powstawał materiał?

O: Od zera trwało to na bank więcej niż moja kadencja w MuN. Parę kawałków wywróciło się do góry nogami. Parę połączyło się w jeden. Proces tworzenia był długi tylko dlatego, że musieliśmy pozwolić temu pooddychać  I by uformowało się samo. Doszliśmy w końcu do momentu kiedy stwierdziliśmy że jest OK. Musieliśmy usłyszeć że Opia jest gotowa.

G: Tak właściwie od momentu, jak zamknęliśmy temat Axis Mundi do momentu, jak byliśmy pewni, że wchodzimy z tym do studia. Pierwszym numerem który powstał był Cease, tyle, że rok temu był grany w ciut innej formie niż jest teraz.

Rok temu chłopaki wspominali już, że kluczowym elementem dla procesu komponowania kawałków było wspólne jammowanie. Jak to się miało obecnie wspólnie z wokalem?

O: Chłopaki grali a ja wyłem. Wyłem aż niektóre dźwięki zaczęły się powtarzać. I do tego doszła struktura. Nie mam problemu z improwizacją. Na początku jest hałas. Potem nabiera to kształtów. Więc proces twórczy pomimo mojej obecności mam wrażenie nie zmienił się o jotę.

G: Jeżeli chodzi o same numery to nie, ale numery w jakimś stopniu już istniały więc dużo zabawy było z uformowaniem tego ostatecznego kształtu utworu. Wokal w sumie też pojawiał się w różnych miejscach utworów zanim ostatecznie został w obecnej formie.

O: Racja. Ale chyba kolega perkusista się ze mną na bank zgodzi, że nie było w tym wiele myślenia. Po prostu cierpliwość i czekanie aż muzyka ułoży się sama.

G: No tak, jak wspominałeś wcześniej, cały ten materiał mimo, że powstawał od dawna to musiał pooddychać i potrzebował odpowiednio dużo czasu żeby dojrzeć do swojej ostatecznej formy.

Czym jest zaś ?Opia?, pierwsze skojarzenia dotyczą narkotyków wiadomego pochodzenia, ale chyba to jest zły trop?

G: Ozimir dajesz! (śmiech)

O: Opia ma wiele warstw. Muzycznie i tekstowo. Powiem szczerze, że dużo radości sprawia mi czytanie komentarzy, które dochodzą do nas z sieci na temat znaczeń powstających w wyobraźni innych ludzi. Natomiast co do tego  ?co autor miał na myśli? – Opia to definicja spojrzenia w czyjeś oczy i przedarcia się tym wzrokiem wprost w ludzką duszę. Co się natomiast dzieje, gdy staniemy przed lustrem i spróbujemy odgadnąć siebie sami? I to jest najgłębsze znaczenie tego materiału. Prócz tego, w sposób dosłowny przewija się też motyw podróży. Same teksty opowiadają dosłownie o podróży jednego człowieka, który próbuje zostawić swoje życie z tyłu w poszukiwaniu tej jednej ostatecznej prawdy.

Czym zatem jest Opia wyrażana w Waszej muzyce? Rozumiem, że w pewnym sensie jest to spowiedź jaką prowadzicie sami z sobą?

O: Myślę, że wyraża się przez metodykę i hipnotyzm samej muzyki, która w moim odczuciu wywołuje stan sprzyjający autorefleksji. Teksty, które powstały dla Opii to jedne z najbardziej osobistych zdań, jakie stworzyłem pod utwory.

G: Emocje, które każdy z nas świadomie czy nieświadomie przełożył i przemycił do tego co jest zagrane na płycie. Ale i również doświadczenia, z którymi człowiek chce się uzewnętrznić, ale nie w sposób bezpośredni.

O: Także tak. Masz rację. Jest to spowiedź, przynajmniej dla mnie. I to najpiękniejsza z możliwych. Bo ludzie nie zdają sobie sprawy, jaki ładunek niesie ze sobą to wszystko. Może też bardziej, że nie zdają sobie sprawy, ale czują pod skórą. Mam takie wrażenie.

Myślę, że ta rozmowa rzuca bezpośrednie światło jak bardzo osobista i wypełniona emocjami jest ta płyta. Prócz tego jest u Was sporo duchowości i inspiracji naturą czy kosmosem, począwszy od Axis Mundi. Co zatem stanowi dla Was ten główny punkt odniesienia? Jest coś dla całego zespołu, czy każdy z Was wnosi coś innego?

O: Mam wrażenie i Gniewko to pewnie potwierdzi że nie ma tu motywu. Nie zakładamy sobie – o, kosmos to wspaniała inspiracja. Co to, to nie. Jesteśmy czwórką przyjaciół którzy pomimo oczywistych różnić mamy podobny styl ekspresji. I to pozwala nam zachować tematykę.

G: Bardziej byłbym za tym, że każdy z nas odnajduje swoje własne inspiracje w zupełnie innych miejscach i motywach, ale ostatecznie wszystko łączy się w bardzo spójną wizję.

O: Mądre słowa.

G: Najlepszym przykładem jest tu postrzeganie tego co stoi za Opią, szczególnie jeżeli chodzi o początki, bo każdy z nas widział to i wizualizował w inny sposób, a interpretacja i puenta pozostawała ta sama.

O: Ha, przypomniało mi się coś! W momencie w którym przyszedł czas na rozmowę co w zasadzie jest tematem tego co robimy, to gadaliśmy o tym długo z Gniewkiem. I to on dał pomysł na tego podróżnika. Ja natomiast załadowałem tę autorefleksję pod maskę. I tak różne pomysły nas wszystkich połączyły się w całkiem spójną całość.

Przejdźmy teraz do bardziej przyziemnych tematów. Jak nastroje po premierze? Przed Wami kilka zaplanowanych koncertów od przyszłego tygodnia.

O: Ja jestem mega szczęśliwy. Ilość pozytywnych wiadomości z całego świata zwaliła nam się na głowy powodując u mnie po prostu szczęście. I dumę.

G: Chyba wszyscy są zadowoleni z efektów, ale nie spoczywamy na laurach bo sama premiera to dopiero początek, w kwestii koncertów to póki co tylko 3, ale na pewno będzie ich więcej w najbliższym czasie.

O: Na wszystkie jesteśmy gotowi i nie możemy się doczekać.

Jeżeli już rozmawiamy o koncertach, to, Waszym występom towarzyszy mocno ?zielona? oprawa. Rok temu chłopaki wspominali, że będziecie to wszystko jeszcze dopracowywać. Szykujecie jakieś nowe rozwiązania w tym kierunku?

G: Axis Mundi stał kolorem zielonym, Opia już nie, więc zmiany w kwestii oprawy wizualnej jak najbardziej są.

O: Siedzi nam to z tylu głowy cały czas i nadejdzie dzień kiedy wcielimy te pomysły w życie. I to będzie piękny dzień. Bo same pomysły sprawiają, że chciałbym stać po drugiej stronie sceny.

Rozumiem, że odpowiedź poznamy na najbliższych koncertach?

O: Hm, może (śmiech).

G: Być może, aczkolwiek przypuszczam, że całkiem raczej tak (śmiech).

Chcę Was zapytać teraz o jeden koncert. Psy-high. To fest owiany tajemnicą, lecz dowiedziałem się kilka ciekawych rzeczy od innej kapeli która również tam grała. Opowiecie coś o tym miejscu?

O: O. To Gniewko.

G: No niestety, Ozimir nie dotarł tam z nami bo praca.

O: Pozdrawiam szefową (śmiech).

G: Dopóki sami tam nie dotarliśmy to tez niewiele wiedzieliśmy. Miejsce w którym odbywał się fest jest niesamowite i to jest jedno z miejsc które naprawdę zostaje w pamięci. A cała organizacja, otoczka festiwalu, tajemnice, ludzie jeszcze tylko potęgowały już i tak bardzo pozytywne odczucia. Sam fakt, że za festem stała idea DIY nadawała niesamowitego uroku. Organizatorzy wiele tygodni w przód przygotowywali wszystko od podstaw łącznie ze sceną, stoiskami z jedzeniem, napojami i innymi różnymi rzeczami, sam bardzo chętnie bym tam wrócił, gdyby tylko była taka możliwość, nawet jako uczestnik. też myślę, że Psy-high nie jest typowo muzycznym festiwalem, a wręcz bardziej festiwalem gdzie muzyka jest przyjemnym dodatkiem do całości.

Wspominasz o DIY w przypadku Psy-high, chcę zatem dopytać o Wrocław, a dokładniej o jedno miejsce. Mam na myśli Black Moon. Czym stał się dla Was jako muzyków Black Moon? Miejsce na ten moment mam wrażenie ikonicznie dla swego rodzaju sceny niezależnej we Wrocławiu.I miejsce które mam wrażenie powstało z niczego za sprawą czystej pasji.

O: Black Moon stał się naszym domem. Pedro był jednym z jego twórców. Tu tworzą wszyscy nasi znajomi. Tu zawsze kończymy imprezy. Na tym etapie ciężko mi sobie wyobrazić robienie tego co robię, w innym miejscu.

G: Z MuNem tak właściwie zaczęliśmy grać próby jako jeden z pierwszych zespołów, a druga rzecz że od zupełnie samego początku w mniejszym lub większym stopniu każdy z nas się tam udzielał, dlatego w sumie chyba każdemu z nas ciężko sobie wyobrazić jakiekolwiek rozstanie z tym miejscem.

O: To przez Black Moon trafiłem do MuN. Wychodziłem po prostu z próby swojego zespołu gdy usłyszałem chłopaków.

G: No i w Black Moonie powstała też Opia. I taak właściwie, w Black Moonie odnajdujemy zupełnie wszystko to czego potrzebujemy.

Pozostańmy na koniec jeszcze trochę przy Wrocławiu. Kiedyś kojarzył mi się przede wszystkim z obskurnym, ciężkim sladżowym graniem. Teraz pierwsze skojarzenia to, że macie tam chyba jakieś bezpośrednie połączenie z kosmosem. Jesteście Wy, jest Spaceslug. Skąd u Was ta wyraźna kosmiczna aura?

O: To chyba przez ten smog wszyscy tęsknią za gwieździstą nocą (śmiech).

G: Szaro, ponuro, i obskurnie, więc żeby sie wyrwać to najprostsza droga prowadzi w górę.

O: Spójrz w niebo nocą po wyjściu z Black Moona. Natychmiast dostaniesz odpowiedź.

Nie było Was od roku w Krakowie. Widzimy się zatem już w najbliższą niedzielę u boku Somali Yacht Club i Stoned Jesus w Zet Pe Te. Tutaj zostawiam Wam miejsce na krótką reklamę.

O: Opia jest dopracowana przez nas do perfekcji. Nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić wszystkich na te wspólne szukanie odpowiedzi pośród pustki. Cudowna sprawa, sam nie mogę się doczekać.

G: Będzie przyjemnie, tripowo, i postaramy was się zabrać w miejsca, w których jeszcze nie byliście, wszyscy nie możemy się doczekać.

Dzięki wielkie za rozmowę!

Rozmawiał Radek Bury