mineta-frontNazywają się Minetaur, są z Warszawy i grają to, co lubią. A o tym, co lubią opowie nam gitarzysta Piotraz i gardłowy Nauman.

m

Chciałem zacząć od tego, że wasza ostatnia EPka bardzo mi się podoba. Gratuluję nagrania takiego materiału.

P: Dziękujemy.

Zwłaszcza, że to było – z tego, co wyczytałem – amatorsko nagrywane, własnym sumptem. Jeżeli udało wam się zrobić coś takiego samemu, no to gratulacje.

N: Własnym sumptem, ale nie amatorsko. Hz to jest już raczej profeska, albo pół-profeska, ale bardziej w kierunku profeski jednak.

P: A że własnym sumptem to tak, bo wyskrobaliśmy na to ostatnie grosze. No to jak tutaj Nauman mówi, Hz Studio to idzie już powoli ku profesce. Bardzo dużo pracują i bardzo duży szacunek dla gości za to, co nieustannie robią. Mamy dość negatywny stosunek do jakichkolwiek crowdfundingów w wykonaniu zespołów muzycznych, dlatego w ogóle nie było opcji jakiejś innej. Nadchodząca płyta na przykład będzie finansowana tak, że każdy się zepnie, czy tam jeden najlepiej zarabiający się zepnie i weźmiemy kredyt po prostu, bo tak to powinno być zrobione.

N: Niektórzy biorą urlop żeby remont zrobić w domu, a niektórzy żeby płytę nagrać.

Właśnie chciałem później nawiązać do tego, ale skoro poruszyłeś ten temat to może od razu spytam – dlaczego tak staroświecko podchodzicie do nagrywania płyty skoro mogliście przecież założyć akcję na polakpotrafi.pl, żeby inni się zrzucili na waszą płytkę. Może jakiś winylek za 200 zł, jakaś koszuleczka za 100 zł coś takiego, nie?

N: Stary to możesz już skończyć to pytanie, bo odpowiedź jest prosta – nie ma nawet opcji na wyciąganie pieniędzy od innych ludzi. Mężczyzna jak chce coś zrealizować, to sobie idzie, zarabia na to i realizuje pasje, tudzież jakieś inne rzeczy. A nie wyciąga od ludzi szmal.

Nie no, fakt, że trochę was podpuszczam, wiadomo, do czego nawiązuję. A powiedzcie mi jeszcze, jeżeli chodzi o nagrywanie tej płyty, to czemu wybraliście Satanic Audio? Kiedy ta decyzja została podjęta? Wiadomo, że ostatnio dużo dobrego materiału stamtąd wyskoczyło no i Piotr jest świetnym producentem, ale to jest jednak Sosnowiec, a więc dość daleko.

P: Dlaczego tam? Po pierwsze, tak jak mówisz – sporo znakomitych produkcji ostatnio było realizowanych w Satanicu. Po drugie jakoś obracaliśmy się dookoła rzeczy i nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, że są stamtąd. Na przykład, nie wiem, ostatnie Thaw – rozdupcyło nam mózg brzmieniowo i kompozycyjnie i po prostu słychać było, że tam siedzi ktoś, kto wie, o co chodzi. Po drugie zdecydowanie stronimy od plastikowego, sterylnego brzmienia, które oferuje większość studiów nagraniowych. Nie będziemy nazwami wytykali, ale współczesny, szeroko pojęty metal brzmi tak samo, a my chcemy nagrać ten metal trochę na nie-metalowo i myślimy, że Piotr z Sosnowca zrobi coś, czego nawet nie oczekujemy z tą muzyką. Miejsce nie ma znaczenia, chodzi o to, żeby muza brzmiała dobrze, a czy to jest tu, czy kawałek dalej to nie jest tak istotne. Poza tym fajnie będzie stary, urlop na nagranie i tak dalej.

N: Klimat Śląska i ogólnie południa polski jest bardzo sprzyjający, ponieważ – co za jakiś czas usłyszysz – nasza muza poszła w kierunku takim… no klimatu to nabrało, trochę mroku, ciemniejszych barw, więc jak najbardziej nazwa studia i tego, kto je prowadzi, tego, kto tam nagrywał, koresponduje jak najbardziej z tym, co na tej płycie się znajdzie.

P: Chcieliśmy uniknąć studia-biura. Często nawet widać po studio reportach, kochanych ostatnio, że to są takie studia, wiesz… siedzi koleś, jest sprzęt i w ogóle, a w Satanic Audio… Potrzebowaliśmy klimatu i mam wrażenie, że tam go znajdziemy. Pierwszą wiadomością, jaką mi napisał pan Haldor było to, że mają konsoletę z radia BBC z lat siedemdziesiątych. Ja mówię „dobra, wiadomo, że dobrze zrobiliśmy”. Także klimat, klimat, klimat i mamy przeczucie, że tam ten klimat będzie.

13116008_1143162885747752_4447365661232770383_o

Ok, świetnie, a ile czasu planujecie siedzieć w studio w Sosnowcu?

P: Tydzień. Dwa dni na bębny, a potem reszta. Chociaż Bartuś już tutaj narzeka, że on to głosowo nie wydoli, że to tamto, więc trzeba będzie to za niego zrobić jak będzie mnie wkurwiał i tyle.

À propos Bartosza. Zespoły robią się coraz mniejsze i mniejsze – wiadomo dlaczego. Dzisiaj spotykamy nawet projekty solo, takie jak np. Rogi. Jak to jest więc mieć osobnego wokalistę i nie musieć być np. gitarzystą, który przy okazji musi się drzeć do mikrofonu?

N: No to ja mogę opowiedzieć, jak to jest być po prostu wokalistą. No fajnie jest być wokalistą, bo nie trzeba sprzętu nosić. Nie no, żartuję. A czy gatunek ginący? Ja bym nie powiedział, ponieważ fakt – masa kapel wokół nas to są faktycznie składy pt., że na wokalu jest gość, który pełni też inną funkcję, najczęściej gitara, ale jest też bas. A jak jest być „wokalistą tylko wokalistą” – fajne to jest, bo możesz się skupić tylko na tej roli, a w takim przypadku jesteś też tak jakby frontmanem zespołu. Trzeba się spełnić także w roli frontmana, która to nie zawsze przychodzi mi łatwo, ale są momenty w życiu, a szczególnie są pewne stany, w których jest to przyjemna funkcja. Jak to jest dla chłopaków to musi ci powiedzieć Piotraz, ale ja powiem tak – moim zdaniem jest to dobry układ, bo jest to symetryczne, mamy symetrię na scenie, 4 osoby, każda robi coś innego, możesz ustawić kwadrat i jest fajnie. Power trio też jest spoko, ale tam już masz jedną osobę, która robi jeszcze coś innego, a to nie zawsze działa.

Pomyślałem, że zespoły, które mają osobnego wokalistę, mogą mieć lepszy kontakt z publicznością. Jak mamy np. śpiewającego gitarzystę to nie ma opcji, żeby on miał jeszcze jakiś kontakt z publicznością, bo samo granie na gitarze jest już absorbujące, a co dopiero jeszcze śpiewać…

N: …a między numerami musi się jeszcze podstroić. Nie no tak jest, fakt, ja staram się trzymać kontakt z publiką podczas koncertów, a zwłaszcza po nich. Ale muszę powiedzieć, że bardzo szanuję gości, którzy śpiewają oraz grają na gitarze, bądź tam basie. To jest niełatwa sprawa i jak wychodzi, to szacunek – próbowałem to nie raz i absolutnie nie szło mi. To jest kwestia podzielności uwagi. No a może teraz Piotraz powie, jak to wygląda z punktu widzenia ciężko pracującego gitarzysty.

P: Słuchaj, jeżeli chodzi o układ w zespole to jest tak, że u nas tak było zawsze i nam pasowało doskonale takie ustawienie, bo każdy instrument miał swoją przestrzeń. Wiesz, jak jest dwóch gitarzystów to jest zawsze „ooo ile ten będzie sobie solóweczką leciał”, jeden chce takie numery, jeden chce takie, poza tym to jest tłum. Mnie się zawsze cztery osoby podobały, każdy ma swoje miejsce, nie ma co tutaj formy nad treścią przerastać. Bas jest słyszalny… w ogóle to jest dla mnie największy debilizm w metalu – chowanie basu pod gitarami i całą resztą. U nas każdy ma trochę ”miejsca” dla siebie, więc jest po prostu bardziej przestrzennie.

A ty próbowałeś kiedyś śpiewać Piotrek?

P: Wiesz co, mamy plany na jakieś chórki więc pasowałoby to ogarnąć. Ja też nigdy tego nie umiałem, więc jak mamy Maćka z nieistniejącego już krakowskiego Purplehaze Enesemble, to jest dla mnie niesamowite, żeby takie rzeczy śpiewać i grać na raz. Ja mogę ogarnąć jakieś prostsze partie, chórki, jeżeli będzie to dobre dla muzy – to tak zrobimy.

mineta22

Czy macie jakieś przemyślenia na temat stonerowej mody, jaka panuje w Polsce w ostatnich latach?

P: Tak, polscy stonerowcy są prawie tak samo napięci jak polscy blackmetalowcy. I kochamy ich stary po równo – są absolutnie cudowni w tym.

N: Ja pamiętam, jak w liceum mieliśmy ludzi, którzy słuchali np. Kata i jakichś zagranicznych rzeczy, Possessed, jakieś oldskulowe rzeczy, deathmetalowe i tylko to się liczyło. To samo tylko w wydaniu wolniejszym po prostu, z truckerkami na głowach i brodami mamy teraz. Na tym to polega, natomiast hajp jest niesamowity. Ostatnie koncerty – wszystkie wyprzedane. Nam to nie przeszkadza, bo lubimy kręcić się po tych imprezach , chociaż może to bardziej personalnie, przez ludzi, bo z wieloma osobami tam się kumamy. Na scenie stonerowej panuje taki wyścig, kto ma większe jaja i kto jest bardziej wyluzowany – i tak chcą pokazać, że mają luz, że się spinają.

P: Nieustannie personalnie się hejtujemy z tymi ludźmi i to jest w ogóle najpiękniejsza rzecz na świecie.

N: W Polsce jest pięć zespołów stonerowych. No, cztery. Pięć. Bo Mgła jeszcze.

No dobra, skoro gadamy sobie o tych gatunkach, no to gracie metal. Ale czy żeby grać metal to trzeba być na coś wkurwionym? Czy trzeba mieć coś, co cię gryzie i leży na wątrobie?

P: Ja mam osobiste spostrzeżenie, być może błędne, że każdy, kto słucha muzyki metalowej musi mieć coś nie do końca tak w bani… Także zdecydowanie, ale chodzi tu ogólnie o większą wrażliwość na świat.

N: Stary gramy tę muzykę, wszyscy jej słuchaliśmy, będąc dzieciakiem i teraz w sumie dalej, więc fajnie się ją gra, a przy okazji jak jesteś wkurwiony, to możesz iść na próbę i sobie pokrzyczeć do mikrofonu. Ale to nie jest tak, że trzeba być non stop na coś wkurwionym. Jest to jakaś forma ekspresji Ludzie, którzy słuchają tej muzyki, mają na tyle rozwiniętą wrażliwość, że potrafią docenić rzeczy, których nie docenią osoby słuchające „zwykłej” muzyki.

P: Ja bym to nazwał nadmiarem energii, po prostu fajnie jest w ten sposób to z siebie wyrzucić w piwnicy i na scenie – w Polsce i poza nią. Jeden za formę wyrażenia siebie uzna nasranie na wycieraczkę sąsiadowi – co bardzo bym uszanował  – a my robimy Minetaura.

Czemu ta ostatnia płyta nazywa się „We Take It Seriously”? Czemu o to pytam? W jednym z wywiadów Piotraz powiedział, że poważnie traktuje ten zespół, że chciałby, żeby to, co robi Minetaur było rozpoznawalne w całej Polsce. Natomiast taki tytuł krążka odczytuję ironicznie – bardziej jako „mamy wyjebane”.

P: I tak i nie. Chodzi o to, że chcemy na serio, ale nie na serio. Nazywamy się Minetaur, no stary. Muzę traktujemy jak najbardziej na poważnie, to nie jest żaden dowcip. Naszym zdaniem da się to połączyć, żeby było seriously i nie-seriously bez ocierania się o stulejarstwo. Próbujemy udowodnić, że może być to kawał fajnej muzy, a przy okazji może być to z uśmiechem na ryju, w nie pryszczatej formie – że tak powiem. Nie wiem, dlaczego my to tak robimy, ale robimy tak, bo nam się podoba.

N: Ktoś, kto nas nie zna, weźmie płytę do ręki i zobaczy, że bierzemy to na serio, pomyśli, że serio muza, odpali, pójdzie na koncert, zobaczy, jak się zachowujemy i załapie, że to był pewien rodzaju greps. A nie że na serio jesteśmy poważni. Nie da się być poważnym w takim towarzystwie.

Chciałem was zapytać o wasz slogan, tutaj cytuję „Brzuch i broda, jaja ogolone, zabawa będzie pyszna, riffem zapierdolone.” W jakich okolicznościach powstało to – bardzo kreatywne – hasło? Powiedzcie coś o tym, bo powiem wam szczerze, że jak pierwszy raz to przeczytałem, to pierdolnąłem o ziemię.

N: Stary no to jest właśnie esencja tego stulejarstwa, o którym powiedział Piotraz. Jak zaczynaliśmy tę kapelę to byliśmy wesołkami, myśleliśmy, że flaga konfederacji na obszarze Polski to jest zabawna rzecz. No wiadomo, że teraz byśmy tego nie napisali.

P: To jest wynik tego, że to było 4 lata temu i trzeba było coś napisać na stronie i musiało być super-kurwa-dowcipnie. I do tego załapałeś się na to, widzę, dosłownie tydzień, albo dwa przed tym, jak Nauman powiedział „ej kurwa, wiecie, że to ciągle jest na stronie?” a my na to „o nie!”. Każdy o tym zapomniał.

N: Stary wiesz, poważne grafiki, poważna muza, a tu na stronie wisi taki szajs. To nie jest tak, że się tego wstydzimy, po prostu wtedy to było adekwatne do tego, co się wtedy działo. Dzisiaj byśmy czegoś takiego nie zrobili, ale to nie jest tak, że się tego wypieramy tak jak Pantera dwóch pierwszych płyt.

P: Także sprawa jest już nieaktualna, ale powiem ci tak – był czas w życiu, kiedy to było zabawne. No i generalnie każdy schudł, więc trzeba było zmienić hasło, no i nie ma co do tego wracać. Było, co było, żeby było jak jest teraz. Ale bardzo dobrze, dzięki za to poprzednie pytanie stary, bo totalnie możemy się wyspowiadać z tego i z własnej kompromitacji. To był rubaszny okres tej kapeli, zobacz sobie na zdjęcia na profilu – tam są dzieła naszego humorku wczesnego.

Gracie to, czego słuchacie, czy poza kapelą lubicie słuchać zupełnie innych rzeczy?

N: Psytrance.

P: Tak, dużo słucham ostatnio psytrance, ale generalnie myślę, że tak jak większość kapel, złożyliśmy się w celu grania jakiejś tam muzyki, określonej bliżej lub dalej. I tak to szło na początku. Ale całe szczęście w międzyczasie, zamiast myśleć co i w jakim stylu ma być, po prostu zaczęliśmy grać Minetaura i to jest tak, że coś sobie plumkam jak wymyślam i nagle „ooo pasuje”, a coś innego znowu nie.

N: Są różne fazy słuchania. Ja nie mógłbym powiedzieć, że słucham dzień w dzień metalu. Wręcz na odwrót: powiedziałbym, że metal, oraz szeroko pojęta muzyka ekstremalna raczej rzadziej jest w moich głośnikach. Śmieszna sprawa, bo ostatnio sporo Fu Manchu wałkowałem.

P: Wiadomo stary, że będziemy tutaj udawali, jacy to jesteśmy szczerzy w naszym artyzmie. A tak naprawdę? Ten zespół to śmietnik tego wszystkiego, czego słuchamy, ale odpowiadam nam to. Liczymy się z tym, że to może być, nie wiem, nie fajne dla kogoś, ale my się bawimy świetnie.

Długo wam zajęło znalezienie perkusisty na miejsce Oli?

P: Mamy to szczęście, że wszystko, co napisaliśmy o tej sytuacji na stronie to była cała prawda. U Oli zaczęły się te problemy zdrowotne i to była chyba nawet jej propozycja, że „chłopaki – nie jest ze mną dobrze, szukajcie zastępstwa”. Tak było. I mieliśmy też tego farta, który z jakiegoś powodu krąży nad tym zespołem, że ja miałem wypatrzonego Emila po jednym z supportów, który z nami grał pod Warszawą. Pamiętam, że już wtedy zwrócił moją uwagę. Graliśmy też parę razy z jego kapelami, więc jak nastąpiła ta sytuacja to podbiliśmy do niego.

N: Na szczęście nie straciliśmy kupy miesięcy na szukanie bębniarza, co się często dzieje w naszym kraju, bo perkusiści są zajebiście zajętymi osobami, każdy ma po pięć projektów na głowie, a nam właściwie z dnia na dzień spadł Emil – i co się potem okazało – że chłopak był naszym fanem w ogóle. Mieszka blisko – nieopodal Mińska Mazowieckiego i Siedlec –które serdecznie w tym momencie pozdrawiamy. Wszystko poszło bardzo naturalnie. I tak samo było, jak poprzednia Ola nas opuściła, to jej następczyni z dnia na dzień właściwie przyszła i też nie musieliśmy tracić miesięcy na poszukiwania.

A skąd macie Wielebną na feacie?

P: Śmieszna sprawa stary, bo właśnie idziemy na ich koncert. Akurat przyjedziemy, jak skończą grać, także idealnie.

N: Piotrek i Zosia znają się od dawna, od jakichś szczenięcych lat, kiedy Zosia nie była jeszcze Wielebną chyba.

P: Z forum internetowego się znaliśmy, jeszcze z roku 2005 (czy któregoś), a potem się okazało jakieś 10 lat później „o kurwa, ty masz zespół i gracie zajebiście”. „O kurde, ty też masz zespół, jak fajnie”. No i tak jakoś naturalnie to poszło.

N: A ja się grzebałem strasznie długo z numerem, do którego ona nagrywała. To był taki jeden inny, bo jest wolniejszy, dłuższy, w trochę innym klimacie i układanie wokalu do niego to był jakiś dramat. Miałem jakąś blokadę umysłową, aż nagle przyszła mi wena i wylał mi się tekst po polsku – bo pierwotnie miał być po angielsku oczywiście. Przyszliśmy do studia i mówię „Piotraz, będzie śmiesznie”. Zosia powiedziała, że będzie to niezły challenge, bo ona nigdy wcześniej nie nagrywała po polsku. Teraz na tej nowej płycie też mają coś po polsku, ale u nas był debiut.

Muszę wam powiedzieć, że macie genialne sychro ze mną. Ostatnie pytanie, jakie mam jest o tym, że kapele z wielu różnych odmian metalu prawie zawsze grają po angielsku. Ale ostatnio coś powoli pęka i widzę, że coraz więcej kapel ma kawałki po polsku albo po prostu gra w ojczystym języku jak np. Thy Worshiper. Jakie macie doświadczenie związane z graniem po polsku i jak według was zrobić, żeby to nie było stulejarstwo. Wiecie – żeby nie było strasznie sztywne?

N: Dobrze, że nazywasz rzeczy po imieniu, KILER. Ja się bardzo cieszę, że udało nam się położyć kawałek po polsku i to taki, bo absolutnie nie myślałem, że on taki będzie. Chyba nie muszę mówić, że układanie numerów w naszym ojczystym języku to jest zajebiście ciężka sprawa, to trzeba naprawdę umieć dobrze pisać i mieć wyczucie rytmu, żeby ten pojebany język (bo on jest pojebany) dobrze wpasować w muzykę. Angielski jest bardziej rytmiczny i nie ma tych wszystkich zakamarków typu ś, ć, cz, ź. Ale jednak mamy zajebistych polskich tekściarzy i są bardzo dobre polskie numery, ale to jest celowanie tylko w nasz rynek. Jeśli kapela chce robić karierę poza granicami naszego kraju śpiewając po polsku to musi liczyć się z tym, czy egzotyka sprzeda się za granicą – bo to jest zajebiście egzotyczne. Na nową płytę jest mały plan, jeżeli chodzi o język polski, ale to tyle, co mogę powiedzieć.

Ja was do tego bardzo zachęcam. Kvelertak nagrywa numery po norwesku, mają całą twórczość po norwesku, nie ma tam ani słowa po angielsku. Z mojej strony to wszystko – dzięki wielkie za wywiad i do zobaczenia na SG: Warm Up.

Poprzednim razem u Was mieliśmy 15 minut, bo Olka gnała z roboty i PKP opóźnił pociąg 3 godziny – ale teraz zagramy pełen set i bardzo jaramy się tym występem w Krakowie!

Konrad Szejdewik

*wywiad jest transkrypcją rozmowy z zespołem – stąd taka, a nie inna forma.