Zamki, góry i lasy to niektóre z nietypowych miejsc, w których możecie spotkać zespół Mars Red Sky. Francuskie trio zaserwowało ostatnio fanom nowy album The Task Eternal. O procesie jego tworzenia oraz koncertach miałam okazję porozmawiać z Julienem i Jimmym.

Niedługo premierę będzie miał wasz najnowszy album The Task Eternal. Czy proces tworzenia i nagrywania go różnił się czymś od poprzednich?

Julien: Tym razem udaliśmy się w odosobnione miejsce do zamku, gdzie zatrzymaliśmy się w trakcie ubiegłego lata i komponowaliśmy materiał. Zaczęliśmy pracę nad utworami i byliśmy już prawie gotowi do nagrania całego albumu, ale wciąż potrzebowaliśmy trochę czasu. Po pierwszej próbie weszliśmy do studia w Bordeaux. Bardzo spodobał nam się zamek, więc postanowiliśmy wrócić tam na początku roku i dokończyć te kompozycje, które tego wymagały. Po tym trafiliśmy do studia po raz drugi, czego efektem końcowym było 7 z 8 nagranych utworów. Ostatni z nich, instrumentalny, zarejestrowaliśmy wraz z Jimmym w studiu w moim domu.

Współpracowaliście także z Igorem Sidorenko.

Julien: Tak, bardzo ich lubimy [Stoned Jesus – przyp. red.]. Graliśmy razem kilkukrotnie. Chcieliśmy wydać singiel z jedną z naszych nowych kompozycji pt. Collector. Zaproponowaliśmy Igorowi, żeby stworzył do niej solo gitarowe. Album był już wtedy w drodze. Wysłaliśmy mu muzykę i wokale bez naszego solo. Igor stworzył swoje i wyszło naprawdę dobrze.

Znacie zespół MGMT?

Julien: Tak.

Widzieliście teledysk do ich utworu Little Dark Age?

Julien: Nie, myślę, że widziałem jedynie dwa z pierwszego albumu.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam wasz teledysk do The Proving Grounds od razu pomyślałam właśnie o Little Dark Age. Zastanawiałam się czy wy też go widzieliście. Oczywiście nie jest to dokładnie to samo, ale mają podobne ujęcia i ogólny klimat.

Julien: Właśnie go oglądamy. Widzę o czym mówisz. Nawet nie wiedziałem, że mieli jakiś nowy album od czasu tego, który wyprodukował Sonic Boom [album Congratulations – przyp. red]. Akcja też dzieje się w zamku. Może Seb Antoine, który wyreżyserował nasz teledysk, widział ten. Zapytamy go o to. On lubi wiele przeróżnych zespołów i ma mnóstwo inspiracji.

Wspomnieliście kiedyś, w innym wywiadzie, że za okładkami waszych albumów i EPek stoi pewna historia. Możecie opowiedzieć o tym coś więcej?

Julien: To Jimmy najczęściej wpada na te pomysły, więc może on powie coś więcej.

Jimmy: Historia tak właściwie zaczęła się już na samym początku wraz z Carlosem Olmo, człowiekiem, który odpowiada za nasze grafiki. Przez lata stało się to czymś w rodzaju opowiadania historii za pomocą kolorów. Jeśli przyjrzysz się uważnie EPkom odnajdziesz tę historię. Chcieliśmy stworzyć jej kolejną część, która będzie współgrała z muzyką i tekstami i całym konceptem nowej płyty, który ukryty jest w jego tytule. Pojawia się tam również mała niespodzianka, ponieważ w przypadku winyla będzie on wydany jako gatefold. Właściwie będą to dwa winyle, ponieważ album jest nieco dłuższy, a chcieliśmy, by zarówno to wydanie, jak i płyta CD były takie same. W środku znajdziesz wielki fresk, to jest idea albumu. Okładka to tylko część koncepcji. Coś w stylu wierzchołka góry lodowej, jak w przypadku Titanica. 

Teraz bardzo mnie zaciekawiłeś. Postrzegam was jako konsekwentny w swojej twórczości zespół. Wszystko wydaje się być bardzo dobrze przemyślane. Julien, wspomniałeś nawet kiedyś, że album muzyczny to dla ciebie nie tylko utwory, które się na nim znajdują, ale również cała oprawa graficzna, opakowanie etc. i dokładnie widzę to u was. Czy było to zaplanowane od samego początku?

Julien: Od początku uważaliśmy, że jest to bardzo ważne. Wszystko jest powiązane z muzyką. Od pierwszego albumu to głównie Jimmy zajmował się kwestią okładek i teledysków. W tej estetyce jest konsekwencja, tak jak powiedziałaś. Staramy się nad tym pracować i jesteśmy szczęśliwi, że jednocześnie możemy robić to ciągle z tymi samymi ludźmi, bo jest to dla nas bardzo ważne. Jeździmy w trasy z tym samym realizatorem, który nagrywał nasz pierwszy album – Pierrem Fillon. Jest również człowiek od grafik – Carlos Olmo, o którym wspominał Jimmy. W przypadku pierwszego singla dopiero poszukiwał tego, co będzie mu pasować. Kiedy znalazł odpowiednią technikę pokazał ją nam i tak już zostało. Od tej pory każda okładka jest stworzona w tym samym klimacie, przez co wszystko się ze sobą łączy. Od zawsze lubiliśmy zespoły, które działają w ten sposób. Nie tyle chodzi o tworzenie marki, co o spójność. Poza tym fajnie jest móc pracować z tak utalentowanymi ludźmi. 

Myśleliście kiedyś o stworzeniu albumu koncepcyjnego?

Julien: Trochę tak. The Task Eternal będzie właściwie czymś w tym rodzaju, bo jest tutaj pełniejsza wizja tego, co działo się na poprzednich. Jak Jimmy wspomniał znajdziesz tam ogromny fresk. Myślę, że teksty, muzyka jak i cała atmosfera, w której jest utrzymany, jest ze sobą powiązana. Jedna prosta historia, którą można łatwo odczytać. Jeśli spojrzysz na wszystkie albumy po kolei znajdziesz tam przeróżne małe historie. To nie było zamierzone, ale mamy ku temu jakąś tendencję. Bawimy się tym, zamiast tworzyć coś kompletnie innego. Oczywiście nowe utwory to ekscytujący sposób na poszerzanie swoich horyzontów, ale mamy również ograniczenia, które lubimy. 

W tym roku graliście na PALP Festival. Wyglądało to jak bardzo miłe i przytulne wydarzenie. Co wam się najbardziej podobało?

Julien: Lokalizacja sama w sobie była świetna. Ludzie, którzy się tym zajmowali byli przemili. Dla nas było to dość nietypowe, bo przylecieliśmy wieczorem, graliśmy następnego dnia w południe i zaraz po tym musieliśmy wracać. Żałujemy, że nie mogliśmy zostać dłużej. Pogoda nie była najlepsza, trochę padało, ale atmosfera była świetna. Byliśmy w lesie, więc było bardziej w stylu Twin Peaks niż Hollywood. Jak zjednoczeni z naturą. Po raz pierwszy mieliśmy również okazję grać w górach.

Jako wielka fanka Twin Peaks żałuję, że mnie tam nie było. 

Julien: W zeszłym roku graliśmy w miejscu, gdzie wszyscy byli ubrani na czarno.

Jimmy: Oni zmieniają co roku nazwę, bo nie chcą być zbyt rozpoznawalni. Sprzedają tylko 666 biletów w ciągu dwóch dni. Wszystko dzieje się w Austrii.

Julien: W kwestii miejsca było to coś podobnego do PALP Festival.

Graliście w lesie, w średniowiecznym zamku. Nie myśleliście o zrobieniu trasy w niecodziennych miejscach?

Jimmy: Nie, ponieważ niestety wiąże się to z wieloma technicznymi problemami. Ale chcielibyśmy zrobić trasę, która obejmowałaby wyłącznie małe miejsca na maksimum 100 osób. Czasami nie wypełniamy nawet takich, ale zazwyczaj gramy w większych miejscówkach, a występowanie w tak kameralnym gronie to świetne doświadczenie. Myślę więc, że pewnego dnia zrobimy trasę, która będzie obejmować 20 czy 25 koncertów w naprawdę małych miejscach na maksymalnie 120 osób. 

W listopadzie ruszacie w trasę z grupą Kadavar. Według mnie macie naprawdę dużo wspólnego. Co chcielibyście wynieść z tych koncertów?

Julien: Przede wszystkim cieszymy się, że zobaczymy się ponownie z chłopakami. Graliśmy razem już kilkukrotnie i oni są naprawdę świetnym zespołem. Każdego dnia będziemy grać również z grupą Hällas. Poznałem ich niedawno i brzmią całkiem nieźle. Nie widziałem jeszcze ich żadnego nagrania z koncertu, więc to będzie niespodzianka. 

Jimmy: To będą wydarzenia na co najmniej 600 osób, może nawet 1000 czy 1200. Jesteśmy szczęśliwi, że będziemy mogli zagrać przed tak dużą grupą, dzięki czemu ludzie będą mogli nas poznać. Mamy nadzieję, że przypadniemy im do gustu.

Julien: Mamy naprawdę dużo wspólnego z Kadavarem. Podobną muzykę, ten sam sprzęt. Ich dźwiękowiec pomógł nam kiedyś w Berlinie. Znamy ich już od dawna, także będzie świetnie móc się znowu spotkać i porozmawiać, chociaż dla mnie jest to zawsze problematyczne i zabójcze dla mojego karku. Ja jestem niski, a oni są naprawdę wysocy, więc muszę mocno wyciągać szyję!

Jimmy: Nie jestem pewien czy Julien jest taki niski. Być może, ale jestem pewien, że goście z Kadavar są gigantyczni, zwłaszcza perkusista i basista.

Zdecydowanie się z wami zgadzam! Miałam okazję zobaczyć ich w tym roku, co prawda tylko z perspektywy publiczności, ale mogę powiedzieć to samo. Przygotowujecie się jakoś do trasy poza rozciąganiem?

Julien: W ostatnim tygodniu spędziliśmy 4 dni na próbach. Graliśmy mnóstwo utworów z nowego albumu, które dodamy do setlisty. Próbowaliśmy różnych układów, na dłuższe i krótsze koncerty. Mieliśmy czas, żeby przystosować nasz sprzęt, światła, wizualizacje na nowe show. Z każdym albumem jest to coraz trudniejsze, bo chcielibyśmy nadal grać starsze kompozycje, ale jesteśmy podekscytowani z powodu tych nowych i chcemy zagrać ich tak dużo jak to tylko możliwe. Musimy znaleźć w tym jakiś balans. To jest taki szczęśliwy problem. Jesteśmy podekscytowani na nadchodzące koncerty. Za 2 dni gramy w Bordeaux, więc do będzie dobra okazja by się sprawdzić.

Dziękuję wam za przemiłą rozmowę. 

Dziękujemy.

Rozmawiała Karina Pompa