Jesteśmy zjednoczeni

Nazywają się GOLD, są z Holandii. Niedawno wydali nowy album ?Why Aren’t You Laughing??, który podobnie jak ich dotychczasowy dorobek trudno jednoznacznie zaszufladkować ? GOLD błądzi po obrzeżach post-black metalu, zdarza mu się zawędrować na chwilę na hard rockowe plaże, jednak tylko po to, by za chwilę pogrążyć się w post-punkowej melancholii i zahipnotyzować słuchacza transowym brzmieniem. Rozmawiamy z Thomasem Sciarone (gitara) oraz Mileną Evą (wokal), parą, którą łączy nie tylko muzyka.

Jesteście świeżo po występie na festiwalu Roadburn, jak wrażenia?

Thomas: Było rewelacyjnie! Pełna zgoda?

Milena: Tak.

Thomas: Sala była pełna mimo tego, że graliśmy o bardzo wczesnej porze w piątkowe popołudnie. Żaden zespół oprócz nas w tym czasie nie grał i przed wejściem zebrał się naprawdę spory tłum ludzi, którzy próbowali się jakoś wcisnąć do środka, bezskutecznie. No cóż, szkoda, ale z naszego punktu widzenia to był świetny gig, wzbudziliśmy ogromne zainteresowanie, atmosfera była świetna. Czy można marzyć o lepszym starcie trasy promującej nową płytę?

Wśród artystów na Roadburn nie brakowało w tym roku bardzo silnej reprezentacji kobiet, czy to występujących solo czy charyzmatycznie przewodzących zespołom, jak chociażby w waszym przypadku. Myślicie, że pewne znaczące zmiany jeśli chodzi o reprezentację kobiet na scenie okołorockowej się już dokonały czy wciąż jest za wcześnie, żeby mówić o pewnej tendencji?

Thomas: Zdecydowanie, to właśnie się dzieje! Nie jestem w stu procentach pewien jak to wygląda od strony zaplecza na Roadburn, ale wiem, że istnieje wiele festiwali, które dokładają wszelkich starań o to, żeby w line-upie kobiety były jak najszerzej reprezentowane, żeby przywrócony został pewien balans. Nasza piosenka, “Why Aren’t You Laughing”, teledysk, który do niego zrealizowaliśmy i tytuł samego albumu to zdecydowana, feministyczna deklaracja. Z naszego punktu widzenia silna reprezentacja kobiet na scenie metalowej i rockowej jest jak najbardziej pożądana i mówmy tu o takim rodzaju partycypacji w scenie, który będzie łamał płciowe stereotypy, będzie pozwalał artystkom na pełne ukazanie swojego potencjału i złożoności. To zresztą problem dotyczący również mężczyzn -ramy w które są wtłaczani mężczyźni udzielający się na scenie rockowej i metalowej bardzo często poddają się działaniom pewnych stereotypów i nie oddają złożoności i subtelności ich osobowości. Jestem przekonany, że jeśli dojdzie do emancypacji kobiet na scenie, stanie się ona przyczynkiem do podobnej emancypacji mężczyzn.

No dobra, ale co o sytuacji kobiet na scenie sądzi kobieta?

Milena: (śmiech) Zgadzam się z tym, co powiedział Thomas. Bardzo ważne jest to, żeby kobiety dostały szansę na spróbowanie swoich sił i takich szans jest na szczęście co raz więcej. Nie jest to błahy temat, wciąż istnieje duży problem jeśli chodzi o pewne utarte schematy panujące na backstage’u: niewiele kobiet pracuje przy obsłudze technicznej lub przy organizacji festiwali. W przypadku Roadburn sytuacja wygląda nieco inaczej, ale wciąż jest dużo do zrobienia w temacie. Zgadzam się z tym, co powiedział Thomas: walka z utartym, spłaszczonym sposobem myślenia o wykonawcach jest niezwykle istotna, również w przypadku mężczyzn. Na scenę nie powinien wchodzić rockowo-metalowy stereotyp, tylko człowiek. Myślenie ramowe o artystach blokuje wielu osobom możliwość utożsamiania się z pewnymi emocjami, przekazem artystycznym. Myślę, że właśnie dzięki kobietom na scenie możemy te ramy rozsadzić.

Niektórzy twierdzą, że umożliwienie równej reprezentacji płciowej jeśli chodzi o line-upy itd. nie powinno tak naprawdę leżeć w gestii organizatorów i woleliby, żeby ten proces przebiegał “naturalnie”.

Thomas: Tak, to często podnoszony argument. Wydaje mi się, że najważniejsze jest zdanie sobie sprawy, że zastany porządek rzeczy jest na starcie spaczony. Więc podnoszenie argumentu o “naturalności” również jest skażone pewnym myśleniem o rzeczywistości, założeniem, że “naturalne” jest to, że mężczyźni zagarniają więcej. “Balans”, który istnieje we współczesnym społeczeństwie nie ma nic wspólnego z balansem, dotyczy to nie tylko mężczyzn i kobiet, nie tylko płci, ale tez koloru skóry, orientacji seksualnej. Jest jakaś społeczna dominanta – w przypadku zachodnich społeczeństw jest to biały, heteroseksualny mężczyzna – i to przez jej pryzmat postrzegany jest “naturalny” stan rzeczy. To, że jesteśmy do tego przyzwyczajeni nie znaczy, że to jest naturalne. Więc “narzucenie” balansu i równości jest tak naprawdę dużo zdrowsze i bliższe naturalnemu porządkowi.

Jeśli przyjrzysz się line-upowi Roadburn, dostrzeżesz, że już od wielu lat o to dbają. Festiwal Primavera odbywający się w Hiszpanii ma na tę chwilę line-up, w którym kobiety zajmują połowę miejsc. I jakość tej muzyki, tych festiwali jakoś wcale na tym nie cierpi.

Milena: Dokładnie! Na temat na line-upu Primavery było dużo głosów w tonie “Wow! Jak dużo kobiet!”. I to chyba najwyraźniej pokazuje problem: przyzwyczailiśmy się jako społeczeństwo, że miejsce kobiet nie jest na scenie. Do tego stopnia, że kobiety zajmujące tyle samo slotów co mężczyźni wydają się dominować festiwal, podczas gdy jest ich po prostu tyle samo.

Życiowo łączy was nie tylko muzyka. Jak GOLD wpłynął na wasz związek? Staracie się rozdzielać swoje życie prywatne od działalności artystycznej czy może jest zupełnie na odwrót?

Milena: Wszystko co robimy, robimy wspólnie. Nie jesteśmy może jedną osobą, ale powiedzmy, że niewiele nam do tego brakuje.

Thomas: Jesteśmy bardzo mocno zjednoczeni.

Milena: Wydaje mi się, że wszystko odbywa się bezkolizyjnie dzięki całkowitej szczerości. Jestem bardzo bezpośrednia we wszystkim, co robię i… powiedzmy, że Thomas bardzo dobrze znosi moje uwagi krytyczne, chociaż nie do końca mogę powiedzieć to samo o sobie! Czasami jestem dość twarda.

Thomas: (śmiech)  Tak, myślę, że można tak to ująć.

Milena: Mamy po prostu opracowany sposób komunikacji, który przekłada się na to, co robimy artystycznie. Sposób, który nie mógłby zadziałać w pracy grupowej. Tymczasem, gdy razem piszemy muzykę możemy pozwolić sobie na pełną, niczym nie hamowaną otwartość, przerabiać poszczególne fragmenty utworów raz za razem, aż i ja i Thomas będziemy z nich w pełni zadowoleni, bez żadnych kompromisów. Rzeczy komplikują się dopiero gdy skomponowany materiał prezentujemy na próbach reszcie zespołu – wtedy czuję się pełna naturalnej rezerwy, nie chcę nikomu nastąpić na odcisk.

Thomas: Parą byliśmy zresztą jeszcze zanim zaczęliśmy działać z GOLD. Najpierw była miłość, dopiero potem wspólne granie.

Milena: Nasza relacja osobista przeniosła się chyba na to, w jaki sposób działamy w zespole i dzięki temu również GOLD działa lepiej: nie boczymy się na siebie o byle co, ale zakładamy pełną otwartość.

Thomas: Dobrą stroną jednoczesnego bycia w związku i wspólnym zespole jest nie tylko bezproblemowe dogadywanie się, ale też brak rozłąki gdy jeździmy trasy, nie musimy martwić się o to, że ukochana osoba jest gdzieś na drugim końcu kontynentu.

Co właściwie dzieje się na fotografii zdobiącej wasz nowy album? Muszę przyznać, że w połączeniu z tytułem to jedna z najbardziej niepokojących okładek jakie widziałem, żadne okultystyczno-horrorowo-piekielne obrazki, właściwe najmroczniejszym nurtom muzyki metalowej, nie mają do niej startu.

Milena: Porównanie od którego wyszedłeś jest ciekawe. Wydaje mi się, że to właśnie charakteryzuje podejście GOLD na każdym kroku – wszystko jest osadzone mocno w prawdziwym świecie, od okładek, poprzez piosenki. To chyba nie jest często spotykane w niszy muzycznej, w której się obracamy – a przecież muzyka GOLD nie jest wcale tak odległa od death czy black metalu jeśli chodzi o samą atmosferę, niepokój, zaznaczenie obecności zła. Przyjmujemy jednak inną perspektywę. Autorką okładki jest Daniëlle van Ark.Gdy wybieraliśmy okładkę, wysyłała nam zestawy zdjęć do wyboru, które na bieżąco konsultowaliśmy – dużo dziwnych, nieprzyjemnych obrazów, większość w czerni i bieli. Odrzucaliśmy je i pewnego razu wysłała nam tylko jedno zdjęcie. Wiedzieliśmy od razu, że to będzie to: jest nowoczesne, niepokojące, dziwne i prawdziwe. Trudno też budować na jego podstawie oczekiwania co do muzyki – a jest to bolączka rockowych i metalowych okładek.

Thomas: Najbardziej podoba mi się w tym zdjęciu, że upiorna aura tego zdjęcia wynika z tego, jak mocno osadzone jest w rzeczywistości. To prawdziwe zdjęcie prawdziwej sytuacji, zrobione przez prawdziwego paparazziego. Danielle rewelacyjnie wyciągnęła z niego esencję i nieznośność przedstawionej sytuacji dzięki kadrowaniu. Co więcej, oprócz dominującego na fotografii nastroju opresyjności, ma też ono nieco łagodniejsze elementy, które mówią o pewnej wrażliwości, miłości… Nie jest jednoznacznie pesymistyczne i mroczne, wciąż tli się na nim delikatny płomyk nadziei i miłości. Staramy się, aby nasza muzyka oddawała podobne emocje.

Thomas, chciałem zapytać o jeszcze jedną rzecz. W starszych wywiadach wspominałeś, że ostatnie lata to dla ciebie rekonwalescencja po doświadczeniu, jakim było granie w The Devil’s Blood. Czy ten proces dobiegł końca?

Thomas: Minęło osiem lat od mojego odejścia z The Devil’s Blood… I tak, to wydarzyło się w kwietniu, bardzo możliwe, że jutro (19 kwietnia – przyp. PK) minie dokładnie osiem lat od tamtego momentu, nie zdawałem sobie z tego sprawy… Wiele wydarzyło się od tamtego czasu. Nie ma już The Devil’s Blood. Nie ma Selima. Życie jednak toczy się swoim torem, skupienie się na GOLD i graniu z Mileną było dla mnie bardzo ważne. Tak, myślę, że ten etap jest już kompletnie zamknięty. Na Roadburn spotkaliśmy się z wieloma osobami związanymi z The Devil’s Blood, była też Farida (Lemouchi, siostra Selima – przyp. PK) ze swoim nowym zespołem, Molasses, spędziliśmy ze sobą kilka dni, wciąż żyjemy w przyjaźni, jest między nami dużo miłości.

Rozmawiał Piotr Kleszewski.