Pochodząca ze Szkocji grupa DVNE szykuje się do wydania drugiego długogrającego albumu. O procesie tworzenia, koncepcie płyty, a także zmianach w brzmieniu grupy rozmawiałam z wokalistą i gitarzystą zespołu – Victorem Vicartem.

Pracujecie nad nowym albumem. Jak Wam idzie?

Wszystko jest już prawie gotowe. Kończymy miksy, a w ciągu tygodnia bądź dwóch będziemy robić mastering. Kiedy to skończymy zostanie tylko dodanie smaczków do utworów. Grafika również jest gotowa.

Kiedy możemy spodziewać się premiery?

To dobre pytanie. Na pewno będzie to w 2020 roku, ale nie wiem kiedy dokładnie. Wolałbym nie spekulować. Czekamy na to, by wytwórnia ustaliła jakiś konkretny termin.

Powiedziałeś, że nie chcecie stworzyć Asheran 2. Czego więc możemy spodziewać się tym razem?

To zdecydowanie coś naszego, ale jednocześnie jest bardzo inne od poprzedniego albumu. Przede wszystkim bardziej złożonego, ale także dojrzałego. Wciąż będzie bardzo ciężko i melodyjnie. Główna różnica polega na tym, że dodaliśmy dźwięki syntezatorów i instrumentów klawiszowych. Teraz mamy również klawiszowca, który napisał dużą część materiału na ten album i brzmi to naprawdę dobrze. Naprawdę nam się to podoba. Science-fiction jest bardzo ważną częścią DVNE, zwłaszcza tematy związane z czarodziejami i tym podobne. Syntezatory pomagają nam w kwestii muzycznej, ale także w tworzeniu specyficznego klimatu. Nieco retro w stylu lat 70 czy 80. Czasami tworzy to odpowiedni balans i klimat w utworze. Osobiście bardzo mi się to podoba.

Czy ten album również będzie miał motyw przewodni, jak miało to miejsce w przypadku Asheran?

Asheran opowiada historię cywilizacji wracającej na swoją ojczystą planetę, którą wcześniej zostawili w opłakanym stanie. Nowy album będzie nieco inny. My, jako zespół, mamy jedną interpretację, ale moja osobista mówi o społeczeństwie budującym ogromne miasta skupione wokół wielkich wież. Im wyżej, tym bogatsi ludzie tam żyją. Na najniższych piętrach znajduje się natomiast znacznie uboższa część społeczeństwa. Ci z wyższych sfer są niezwykle potężni, w pewien sposób traktowani jak bogowie. To historia o narodzinach i upadku pewnej cywilizacji. Poruszane jest wiele tematów. To społeczeństwo dystopijne, w które weszliśmy. Kiedy ludzie będą czytać teksty, dobrze zrozumieją naszą wizję, ale także dokonają własnej interpretacji.

Jak wygląda wasz proces tworzenia, kiedy wchodzicie do studia?

Myślę, że kiedy weszliśmy do studia nasz materiał był gotowy w 80%. Nagraliśmy sporo wersji demo – głównie perkusję i gitarę. Następnie w studiu nagrywaliśmy bębny robiąc to utwór po utworze. Myślę, że zadziałało to dobrze, ponieważ pozwoliło nam to na pewną kreatywność w studiu i wypróbowanie innych rzeczy. Zmieniliśmy również część struktur kompozycji. Jest prawie tak samo jak w przypadku Asheran. Perkusista, basista i ja napisaliśmy razem sporo muzyki. Po prostu pracujemy nad tym, dopóki nie jesteśmy zadowoleni, a wszystko zaczyna mieć sens. Ponadto nasz inżynier dźwięku i producent Graeme był bardzo zaangażowany nakierowując nas na inne tory od razu w trakcie nagrań. Gdyby coś nie miało sensu, powiedziałby nam. Pracowaliśmy razem przy poprzedniej płycie i cieszymy się, że możemy to kontynuować.

Tak jak powiedziałeś – od czasu Asheran członkowie zespołu się zmienili. Jak to się stało?

Kiedy jedziesz w trasę i spędzasz 3-4 dni na próbach, wtedy staje się jasne, że w pewnym momencie twoje życie towarzyskie jest martwe (śmiech). Nasz poprzedni basista Allan, który pracował z nami przy tworzeniu Asheran, ma dwoje dzieci. To nie jest dla niego najlepszy styl życia, nad czym ogromnie ubolewam. Przez jakiś czas mieliśmy innego basistę, ale to nie zadziałało. Teraz gramy z dwoma muzykami z zespołu grającego progresywny sludge metal. To nasi dobrzy przyjaciele i poprosiliśmy ich, aby dołączyli do nas by grać na klawiszach i basie. Najlepsze jest to, że obaj są naprawdę dobrymi gitarzystami. Daje nam to większy wachlarz możliwości twórczych. Od tego czasu zespół jest dość stabilny. Myślę, że wszyscy jesteśmy w tym samym miejscu i chcemy robić te same rzeczy – wydać album, pojechać w trasę koncertową i tworzyć więcej muzyki.

Dlaczego zdecydowaliście się dodać właśnie instrumenty klawiszowe?

Wykorzystaliśmy je częściowo w przypadku Asheran. Były raczej dodatkiem, niż głównym wątkiem jak gitara czy śpiew, ale znalazło się dla nich miejsce. Dla mnie to było coś, co miałem w głowie od dłuższego czasu. Moim pierwszym instrumentem były klawisze. Chciałem się w to zagłębić. Nasz gust również zmieniał się i ewoluował z czasem. W miarę upływu czasu słuchamy o wiele bardziej różnorodnych brzmień. Pozwala nam to również tworzyć coś zupełnie innego. Science-fiction to także wielka sprawa dla nas. Jeśli oglądasz takie filmy lub animacje, to syntezatory i klawisze są ich nieodłączną częścią. Wykorzystują je niektóre z moich ulubionych ścieżek dźwiękowych. To ma duży sens w przypadku albumów koncepcyjnych. Kiedy słuchasz takiej muzyki, staje się ona mocno kinematograficzna. To najlepsza decyzja, jaką ostatnio podjęliśmy w zespole i jestem naprawdę podekscytowany patrząc na to, co możemy stworzyć. 

Co jest najtrudniejszą częścią tworzenia płyty?

Nagrywanie nie jest takie trudne. Myślę, że jest to wymyślenie świeżego materiału, który nie  nie wydaje się być tym poprzednim. Coś, co wydaje się również lepsze niż ostatnie utwory, które stworzyłeś, stanowi dla ciebie wyzwanie muzyczne. Potem, w procesie nagrywania, będzie to znalezienie odpowiedniego miejsca dla danego instrumentu, ponieważ są tam dwie gitary, bas, perkusja, syntezatory i wokal. Muzyka jest dość szybka. Z tego powodu nie masz zbyt wiele miejsca na dźwięk, by mógł on pokazać się w pełnej okazałości. Wszystko sprowadza się do sposobu nagrywania instrumentów i miksowania. Mamy dobrego producenta. Myślę, że to wszystko bardzo dobrze do siebie pasuje, co jest niezwykle trudne, gdy tyle się dzieje. 

Czy zdarzyło wam się kiedyś, że mieć zupełnie różne wizje jednego utworu?

Tak, oczywiście. Zwłaszcza, na początkowym etapie tworzenia. Powiedzmy, że ktoś przynosi na próbę riff. Rozkładamy go na części pierwsze i próbujemy wymyślić jego najlepszą wersję. W zespole panuje demokracja. Czasami wychodzi nam to na na lepsze, czasem na gorsze, ale oznacza to, że każdy ma szansę wypowiedzenia się na temat kompozycji. Zazwyczaj wszyscy mają coś do powiedzenia na ten temat i szukamy czegoś, co zadowoli wszystkich. 

Czy mieliście okazję zagrać nowe kompozycje przed publicznością?

Zrobimy to w przyszłym tygodniu, kiedy będziemy grać w Londynie. Potem jedziemy do Berlina i oczywiście do Krakowa. Zagramy kilka nowych piosenek. Przejście ze studia do tworzenia wersji live tych utworów jest wyzwaniem, ale jest bardzo ekscytujące. Dodaje dużo świeżości do tego, co już mamy. 

Czy zastanawialiście się nad stworzeniem wizualizacji w temacie albumu do występów na żywo?

Tak, już przy Asheran chcieliśmy robić takie rzeczy. Zrobimy to jednak dopiero, gdy nadejdzie właściwy czas i kiedy będziemy mieli na to pieniądze, ponieważ oczywiście trzeba będzie zaangażować w to odpowiedniego artystę. W zespole możemy robić wiele rzeczy i pewnych projektów, ale animacje to niekoniecznie nasza bajka. Jeśli się na to zdecydujemy, to chcemy to zrobić dobrze i w miejscu, w którym będzie świetnie wyglądać. Poza tym nawarstwia to problemy logistyczne, aby uzyskać zadowalający efekt. Będziemy dążyć do tego w przyszłości, ale myślę, że teraz nie jest na to właściwy czas.

Dzięki za rozmowę i do zobaczenia w Krakowie!

Rozmawiała Karina Pompa