death-swingersNazywają się Death Swingers i są z Krakowa. Swój debiut sceniczny mieli podczas pierwszej edycji Soulstone Gathering, kiedy to jeszcze sama idea festiwalu dopiero się rodziła. O swoim pierwszym albumie, „Swing With Death”, który dopiero co wydali opowiadali wokalista Sowa i basista Chodi. 

Cześć! Mogę prosić o krótkie przedstawienie się naszym czytelnikom?

Cześć! Nazywamy się Death Swingers, jesteśmy z Krakowa i gramy rock’n’rolla. W obecnym składzie istniejemy od 2013 roku. W skład zespołu wchodzą: Sowa (wokal), Sumo (gitara i wokal), Chodi (bas) i Sporky ( bębny)

Mimo że jesteście z odmiennych środowisk muzycznych, to łączy was Kraków i…? Właśnie, co stanowiło spoiwo dla którego zdecydowaliście się wspólnie grać taką a nie inną muzykę?

Sowa: Szukali wokalisty, ja miałem ponad dwa lata przerwy po przymusowym zawieszeniu działalności Head up High, z Death Swingers znałem tylko Suma i trochę Chodiego, ze Sporkym poznałem się dopiero w zespole. No i pewnego razu okłamałem Suma, że umiem czysto śpiewać i w ten sposób zostałem przyjęty.

Chodi: Z Sumem znam się już wiele lat, poznałem go jeszcze zanim tak naprawdę zaczęliśmy razem grać w innym krakowskim zespole – SoundQ. Akurat wtedy grałem w nieistniejącym już niestety zespole Dirty Day z Bielska, z którego pochodzę i mieliśmy okazję zagrać razem z Dealerem i tak się właśnie poznaliśmy. Następnie, już w czasie wspólnego grania w SoundQ, zrodził się pomysł na zrobienie czegoś swojego.. Wtedy też powstały trzy pierwsze numery – River, Ember oraz Red Shore. Graliśmy z innym składem, jeszcze w skawińskim garażu chłopaków z Dealera. Układ był taki, że przynosiłem riffy, Sumo – a czujemy muzę bardzo podobnie – dodawał do tego swoje pomysły i tak powstały zalążki tego, co można usłyszeć na płycie. Potem pojawili się Sporky i Sowa i tak w skrócie powstało Death Swingers. Pomysł na materiał był i dalej jest taki, ze chcemy grać piosenki – jakkolwiek to nie brzmi. Chcemy zwartych, przystępnych dla publiki form. Ma być ciężko, ale tez melodyjnie. Stąd też balans między wokalami krzyczanymi Sowy, a śpiewem Suma. Zawsze mi na tym zależało, żeby te dwa aspekty się bilansowały.

Jak wspominacie wasz debiut podczas pierwszego Soulstone Gathering w towarzystwie m.in. Ethereal Riffian i Somali Yacht Club?

Sowa: Bardzo dobrze, Pamiętam, że był to pierwszy koncert po dosyć długiej przerwie. Ucieszyła mnie frekwencja, bo SG wtedy startowało i nie wiadomo było co tak naprawdę Jacek z ekipą nam szykują. Miałem trochę tremę, co mi się raczej nie zdarza. Ogólnie wypadło chyba bardzo dobrze.

Chodi: Każdy z nas miał tremę, mimo że wszyscy mamy już spore doświadczenie na scenie. Ale debiut to zawsze pewna spina. Następuje weryfikacja z publicznością tego, co gdzieś się dość dlugo rodziło w naszych głowach i było szlifowane na próbach. Pewnie, ze były obawy, czy muzyka będzie dobrze przyjęta, czy wszystko sie zgodzi. I na całe szczęście po debiucie opinie były bardzo pozytywne.

Od tamtego czasu nie zagraliście wielu koncertów. Macie w planach intensywniej grywać, czy może Death Swingers jest dla was tylko chwilą wytchnienia, projektem w którym gracie gdy chcecie odpocząć od macierzystych formacji?

Sowa: Nie mamy wypełnionego kalendarza, ale też nie staramy się go na siłę wypełniać. Bo każdy z nas ma sporo zajęć prywatnych. Na pewno chcielibyśmy grać więcej. Ale także na pewno nie chcemy grać tylko dla samego grania. Każdy z nas ma jakieś doświadczenie i raczej wolimy szanować nasz słuch. Dlatego chcielibyśmy grać we w miarę przyzwoitych warunkach akustycznych.  Kilka szybkich propozycji supportowania musieliśmy odrzucić w zeszłym roku, a powodem była proza życia, czyli zazwyczaj praca zawodowa, któregoś z członków, która kolidowała z terminem. Jesteśmy jednak bardzo wdzięczni, że te propozycje padały i mamy nadzieję, że dalej będą padać. Nie chcemy łatki zespołu wybrednego.

Chodi: Tak, jak powiedział Sowa – granie to jest dla nas wielka przyjemność, wyjście na scenę zawsze powoduje wzrost adrenaliny i daje pozytywnego kopa. Ale tez nikt z nas nie ma ciśnienia, żeby za wszelką cenę grać byle gdzie. Każdy z nas zarabia na chleb gdzie indziej i nikt nie ma presji na zrobienie kariery za wszelką cenę i dowolnym kosztem.

Co mają wspólnego jednorożce z Death Swingers?

Sowa: Jednorożec, jako mityczny stwór jest alegorią nagrody jaka czeka nas wszystkich po zakończeniu Swingu ze śmiercią. To ucieleśnienie niedoścignionego piękna, do którego staramy się dążyć w naszej twórczości.  A tak na serio to niewiele ma wspólnego, ale wszystkich intryguje, więc uznaliśmy, że musi zostać.

Za kilka dni gracie z J.D.Overdrive i Gallileous. Jak doszło do tego że zagracie z nimi i na który koncert czekacie bardziej?

Sowa: Tak jak zwykle, Jacek dał cynę, że jest wolne miejsce i czy termin nam pasuje. Cieszymy się, że jest to w Pięknym Psie, bo będzie ładnie gadało. J.D.O. wiadomo poziom trzyma cały czas, ale Gallileusa nie znałem wcześniej, a bardzo lubię Doom z żeńskim wokalem, np Witch Mountain, czy Rubby the Hatchet, więc ja osobiście chcę ich właśnie posłuchać na żywo.

death-swingers-foto

Moda na stonera już powoli odchodzi do lamusa, czy wciąż możemy się spodziewać wysypu kolejnych zespołów parających się tego typu graniem?

Sowa: Ja mam nadzieję, że dzięki tej modzie pozostaną na scenie same zacne składy, a te średnie zajmą się innymi gatunkami, a te słabe zajmą się w ogóle czymś innym. Pamiętam, że pierwszy raz Kyuss usłyszałem jakoś w połowie lat 90tych, Monster Magnet, Fu Manchu, CoC towarzyszą mi chyba od zawsze. Stoner/Desert to dla mnie tylko pewna nisza. Podobnie było z boomem na Tool jakieś 15 lat temu. Tak już jest, i chyba musimy się do tego przyzwyczaić, że pionierzy pewnych stylów muzycznych stają się popularni dopiero w pokoleniu swoich dzieci.

Chodi: Tylko, ze w naszej muzyce de facto jest tego stonera niezbyt wiele. Jakoś się taka latka przyjęła, ze jesteśmy zespołem stonerowym, a osoby które przesłuchają płytę na pewno znajda tam więcej inspiracji Panterą, Deftones, Alice In Chains czy Downem niż Kyussem.

Z kim tańczycie na „Swing with Death” oprócz tego że z kostuchą?

Sowa: Płyta jest tak piosenkowa, że wydaję mi się, że do paru kawałków można by było pośmigać na parkiecie w stylu 60’s RnR

Dzięki za wywiad i do zobaczenia na Waszym koncercie 18 grudnia!

m