„Nasze piosenki opowiadają historie”

Nazwę Belzebong zna chyba kazdy fan stonera w Polsce. Świetne riffy, ciężkie i zadymione brzmienie. Swoją światową markę wyrobili sobie bardzo dobrymi występami. Wydali dwie płyty, trzecia zaś zbliża się wielkimi krokami. Co wspólnego ma stoner, wiedźmy, i dobry riff? Dowiedzieliśmy się rozmawiając z Cheesym Dude i Alkym Dude.

Rozmawiamy niespełna miesiąc po zakończeniu Waszej trasy po Ameryce Południowej. Możecie powiedzieć coś więcej o tym przedsięwzięciu?

Alky Dude: Początkowo trasa miała się odbyć w zeszłym roku, jednak szczęśliwym zbiegiem okoliczności została odwołana i ponownie zorganizowana przez odpowiednie osoby. Dudes z RedHouse, Noiseground, i Abraxas ogarnęli wszystko jak trzeba na najwyższym poziomie.

Cheesy Dude: Było świetnie. Było trochę obaw że znowu będzie lipa i nie pojedziemy ale wszystko tym razem zostało świetnie zorganizowane.

Jak byliście odbierani na tych koncertach? Czy stoner w tamtej części świata jest czymś egzotycznym?

AD: Wręcz przeciwnie, Ci ludzie są szaleni i potrafią zadbać o to byśmy nie grali na sucho :). Poza tym poznaliśmy kilka naprawdę dobrych zespołów, jak chociażby Occultum z Chile, Dragonauta z Argentyny czy Ruinas de Sade i Saturndust z Brazylii. Umieją w riffy.

CHD: Fanatyków zadymionych dźwięków nie brakuje w tamtej części świata. Ludzie słuchają tam tych samych kapel co w Europie.

Cofnijmy się o kilka miesięcy wstecz i powiedzcie mi, jak doszło do wspólnego koncertu w Londynie razem z Dopelord, Major Kong, i Weedpecker na wiosnę?

AD: Londyńskie wiedźmy uwarzyły to w swym kotle.

CHD: Po prostu, klub się do nas odezwał i powiedzieliśmy ok.

W momencie założenia kapeli, polska scena stonerowa praktycznie nie istniała. Obecnie mamy kilka rozpoznawalnych marek poza granicami kraju, Wy zaś regularnie koncertujecie po Europie i dzielicie scenę z tuzami gatunku. Czy przeszło Wam przez głowę zakładając zespół, że będziecie w tym miejscu w którym jesteście obecnie?

AD: Wszystko potoczyło się w tempie zwijanego z przyczajki jojo.

CHD: Oczywiście że nie, to miał być na początku tylko pretekst to wspólnego porobienia się i hałasowania. Nie wiem w sumie jak to się stało.

Każdy fan stonera w Polsce wie czym jest Belzebong. Poza granicami w środowisku stonerowym jesteście stawiani w czołówce z zespołami pokroju Bongzilli, czy Acid King, lecz w środowisku metalowym wydaje mi się, że jesteście wciąż mało rozpoznawalni, nawet na krajowym podwórku. Z czego to wynika?

AD: Z metalowego kija w zadku. Acz nie można generalizować, na koncerty przychodzi dość sporo kataniarzy w białych hitopach. Nadzieja w bongu nie ginie.

CHD: Myślę że to dlatego że nigdy nie było takich kapel jak my. Prym zawsze wiódł death i black i tym tez gatunkom organizatorzy oraz dziennikarze byli bardziej przychylni. Chociaż w połowie lat 90-tych nadeszła całkiem spora fala kapel doom-gothic-death to niewiele się zmieniło.

Zadam Wam teraz pytanie o nową płytę. Jesteśmy bardzo ciekawi dokładnej daty, kiedy możemy spodziewać się pierwszych dźwięków?

CHD: W przyszłym roku planujemy wejść do studia, nie ma jeszcze konkretnej daty. Kadzimy się w sali prób i obmyślamy następcę Greenferno.

AD: Też jesteśmy jej ciekawi. Nowe dźwięki już są, może nie w ostatecznej formie, ale zbliżonej do.

Na jakie studio padł wybór wraz z Waszym trzecim longplayem? Jaki Belzebong wyłoni się z gęstego dymu?

AD: Wypuśćmy na to póki co srogą chmurę milczenia prosto z dna płuca.

Stoner jest kojarzony z okultyzmem, kosmosem, psychedelą, różnego rodzaju używkami. Prym tutaj wiedzie marihuana. Czy bez niej nie byłoby stonera? Jak mógłby wyglądać Belzebong gdyby nie ta roślina?

CHD: Pewnie nazywalibyśmy się Belzemoth albo Belze-War i gralibyśmy coś szybkiego (śmiech).

AD: Zapewne tak samo jak w przypadku większości zespołów grających riffy pod wpływem. Wcale.

Co musi posiadać dobry riff?

AD: Kozi róg, dziób Urubu, skrzydło nietoperza, ogon jaszczurki i grzybową posypkę.

CHD: Pierdolnięcie.

Pisząc muzykę próbujecie opowiedzieć jakąś historię? Tworzycie jakiś koncept? Czy każda płyta to zwyczajny zielony piekielny walec ubrany w zajebisty riff?

AD: Wszystkie nasze piosenki opowiadają jakąś historię. Musisz się tylko dobrze otulić dymem i wytężyć słuch.

W październiku gracie w Krakowie na festiwalu Soulstone Gathering w Zet Pe Te razem z Dopelord, czy Sumą. Czy można wyobrazić sobie cięższy koncertowy skład tej jesieni w Polsce?

CHD: Tak. Ze Sleep na przykład.

AD: W sumie to można by (śmiech).

Na koniec powiedzcie mi, w oparciu o jakie kryteria komponujecie Waszą muzykę? Riffy wychodzą na próbach, czy je piszecie? A może ma na to wpływ jakaś siła wyższa?

CHD: Riffy zazwyczaj powstają o wiele wiele wcześniej i muszą swoje dojrzeć. Kiedy są już gotowe, ścinamy je jak ociekające żywicą topy, wrzucamy w bongo i robimy kawałek.

AD: Satan.

Dzięki wielkie za rozmowę!

Rozmawiał Radek Bury