And spread the hazyness!

Już tylko kilka dni dzieli nas od najbliższego koncertu organizowanego przez Soulstone Gathering. Kanadyjczycy z The Hazyones, bo to właśnie oni wystąpią 28 października w krakowskim Pięknym Psie, są już kilka tygodni w trasie, mimo to śpiewający gitarzysta Mick Martel znalazł chwilę, by odpowiedzieć na kilka pytań. Zerknijcie poniżej, bo to świetny sposób poznać tę rewelacyjną kapelę z Montrealu, oraz dowiedzieć się co nieco o tamtejszej stoner/doomowej scenie. Enjoy!

We wstępie do wywiadu podałem jedynie podstawowe informacje o The Hazytones. Obawiam się jednak, że nie jesteście jeszcze znanym wszystkim w Polsce zespołem. Jak opisałbyś Waszą muzykę?

U swoich podstaw nasza muzyka w sporej mierze inspirowana jest bluese’em I rock’n’rollem. Ja sam czuję, że kiedy gram blues robię to tak, by brzmiał najciężej jak się da. Brzmienie naszych albumów pozwoliło nam znaleźć miejsce na scenie stoner/doom. Wydaje mi się, że to, co zespala te muzyczne style, to sposób pisania piosenek. Chciałem utrzymać go takim samym na obu albumach. Jednak wraz z rozwojem kapeli gramy coraz mroczniej i mroczniej.

A jak przebiega trasa? Odwiedziliście jakieś miasta albo eventy, które warte są wymienienia w szczególności?

Jest naprawdę świetnie! To, co zrobiło na nas największe wrażenie to bar Brin de Zinc we Francji,  gdzie zagraliśmy dla wspaniałej publiczności oraz przepiękne terytorium Hiszpanii. Mamy nadzieję tam wrócić i zagrać na tamtejszych festiwalach.

W trakcie Waszych podróży zawitaliście do masy miejsc, jednym z nich jest Kalifornia. Mieliście okazję odwiedzić Rancho De La Luna? To coś w stylu stonerowej mekki…

Niestety nie, bo nasze trasy koncertowe są zawsze zwariowane i wypakowane występami. Rzadko zdarza nam się znaleźć czas na zwiedzanie i trochę nam z tego powodu wstyd. Ale następnym razem z pewnością postaramy się tam dotrzeć.

W jednym z wywiadów wspomniałeś, że stoner to taki nowy rock’n’roll. Możesz rozwinąć tę myśl?

Wydaje mi się, że ludzie mają tendencję do kategoryzowania, a muzyka którą gramy to dla moich uszu po prostu rock’n’roll. Jednocześnie uważam, że to dobrze, że mamy różne gatunki, ponieważ pozwala to fanom bardziej utożsamiać się z muzyką. Mam ogromną nadzieję, że dzięki temu stoner i doom urosną w siłę i wszystkie te zespoły otrzymają zasłużoną rozpoznawalność.

Czy w Kanadzie jest coś, co można nazwać sceną stonerową. A idąc dalej – czy znajduje się takowa w Montrealu?

W naszej, rodzinnej Kanadzie mamy sporo stonerowych kapel, ale nie coś, co mógłbym nazwać sceną. Warto wspomnieć tak znamienite zespoły  jak Moutain Dust, Dopethore, Blue Cheese, ale wciąż nie jest to jakaś większa scena. To Stany Zjednoczone rosną obecnie w siłę. Mam nadzieję, że Kanada wkrótce podąży tą drogą, szczególnie teraz, gdy zioło jest już legalne.

W pewnym momencie swojej kariery postanowiliście przeprowadzić się do Montrealu – czy dla kapeli było to niezbędne?

Tak, było to niezbędne i wypowiadam się w imieniu całego zespołu twierdząc, że przeprowadziliśmy się tam dla muzyki. Stało się to jeszcze przed powstaniem The Hazytones, bo jesteśmy po prostu ludźmi w całości jej oddanymi. 

5 października wydaliście nowy, świetny album. Znalazłem infomacje świadczące o tym, że jest on rozwinięciem motywów, zaprezentowanych na Waszym debiucie („The Hazytones”). Ale czego właściwie te motywy dotyczyły?

Motywy na naszym drugim albumie są mniej oczywiste, ale wciąż bardzo zbliżone do debiutu. Mroczne, kryjące głębsze treści. Starałem się teraz pisać bardziej pod kątem albumu koncepcyjnego. Jeśli spojrzysz na okładki obu, to spostrzeżesz ewolucję. Wiedźma bierze odwet na wszystkim, co próbowało ją w jakikolwiek sposób kontrolować. Żadnego powstrzymywania się w nowej muzyce Hazynotes!

Opisywałeś dwuczęściową kompozycję tytułową jako koncept. Jest jakaś osobna historia opisywana w każdej z tych części?

Nie, to jadna piosenka, ale prawda jest taka, że była napisana jako dwie osobne, gdy komponowaliśmy. Po prostu, gdy pisałem tekst poczułem, że powinny stworzyć wspólną całość. Monarchowie Zapomnienia („The Monarchs of Oblivion” – przyp. red) próbują przywrócić balans na świecie. 

A była jakiś muzyczna idea, która przyświecała, kiedy pisałeś pozostałe piosenki?

Tak naprawdę, to nie. Lubię podążać naturalnym songwritterskim instynktem, jednocześnie nie oddalając się za bardzo od oryginalnego zamysłu.

Łatwo usłyszeć, że rozwinęliście brzmienie, dodając do wykorzystanych instrumentów syntezatory. W „The Great Illusion” i „The Beast” słychać pokręcone fxy,a  na „Spit You Out” wybrzmiewa nawet dodatkowa, zagrana na synthach melodia…

Tak, zgadza się i wszystkie one są w 100% analogowe. Dlatego gdzieniegdzie słychać delikatne melodie. Analogi rządzą!

Wasz najnowszy album znajduję znacznie bardziej „psychotycznym” i mrocznym od poprzedniego również z powodu tych dźwięków. Czy to jest kierunek, jakim chcecie podążać, czy był to klimat jak Wam towarzyszył podczas komponowania? 

To zdecydowanie kierunek jakim chcemy podążać. Sądzę, że debiut zawierał zbyt dużo wpływów muzyki lat ‘70, a chciałbym wprowadzić więcej świeżości. 

Okładka debiutu ze starym, przerobionym zdjęciem przypomina mi styl okładek zespołów post-hardcore’owych, podczas gdy nowa jest bardziej „tharashowa”, czy „heavymetalowa”. Nawet, jeśli nie jest to stylistyka stricte stonerowa, świetnie pasuje do zawartości krążka. Zrobiliście to celowo?

Chcieliśmy w tej kwestii odejść od stylistyki stonera. Sądzę, że większość ludzi używa tych samych pomysłów, a ja chciałem, żebyśmy od tego uciekli. Poza tym nowa okładka bardzo „wciąga” odbiorcę. 

Zdecydowanie! A kto stworzył te dzieła i jak znaleźliście odpowiednią osobę?

DK13 Design – naprawdę miły gość, który do nas napisał. Jest artystą z Polski i ma ogromny talent.

Nowa płyta brzmi znakomicie – czy to z powodu rozwoju ReelRoad Studios czy raczek fakt posiadania przez Was większego doświadczenia był kluczowy?

Doświadczenie było tu głównym czynnikiem, ale też pracowaliśmy z innymi ludźmi. Podczas pracy w studio chciałem, by album brzmiał nieco czyściej. Jestem ogromnie zadowolony z rezultatu, ale by w pełni go docenić, muszę poczekać jeszcze rok, czy dwa i ponownie odsłuchać.

A jesteś teraz bardziej dumny z najnowszego albumu? Czy debiut jest tym ważniejszym osiągnięciem?

Raczej najnowszy ponieważ mieliśmy zmianę w składzie i był to duże wyzwanie dla zespołu. Jestem ogromnie szczęśliwy, że udało nam się przez to przejść. 

Powodzenia w pozostałej części trasy i do zobaczenia w Pięknym Psie w Krakowie 28 października. Jakaś wiadomość do kogoś, kto jeszcze nie zdecydował się by wpaść na koncert The Hazytones?

Po prostu wpadnijcie, wspierajcie lokalne kapele, nie tylko The Hazytones. And spread the hazyness!

Rozmawiał Tomasz Spiegolski

276 total views, 1 views today