Sludge to całościowe i przygniatające doświadczenie

Na zakończenie całego jesiennego tryptyku Soulstone Gathering, po raz pierwszy w Krakowie zagra warszawska ekipa Black Tundra. Trochę z dystansem i trochę na serio miałem przyjemność porozmawiać z liderem zespołu,  Marcinem Skarzyńskim. O tym, czym jest cierpienie, planach na przyszłość i kto gra pop-sludge dowiecie się z poniższego wywiadu.

Wasz jedyny jak dotąd album powstał w stosunkowo szybkim tempie od momentu gdy zaczęliście grać ze sobą. Jak doszło do całego procesu tworzenia tej płyty?

Marcin: Do procesu doszło, ponieważ paru typów regularnie schodziło do piwnicy i robiło hałas. W pewnym momencie przestaliśmy robić hałas i poszliśmy nagrać płytę. Cały proces polegał na karności – gramy regularnie, ale nie dlatego, że tak ustaliliśmy – po prostu sprawia nam to dużo przyjemności. Po nagraniu płyty zaczęliśmy grać koncerty i zbierać nowy materiał – standard. Co do szybkości nagrywania płyty – King Gizzard and The Lizard Wizard mają niezłe tempo. Nasze półroczna praca nad debiutem to dość sludgeowa prędkość w porównaniu z nimi. Ale to fakt, że byliśmy zaskoczeni, jak sprawnie idzie praca nad płytą – każdym jej elementem.

Tutaj chciałbym się zatrzymać nad waszą okładką. Jest naprawdę pochłaniająca. Co was zainspirowało do wybrania tak nietypowej techniki?

Marcin: Zainspirowały nas wyniki, jakie ta technika oferuje. Poprosiliśmy typeczka, którego znalazł Tomasz Sikora, żeby pożyczył nam swoje solarografie na artworki, dostaliśmy zgodę, więc ich użyliśmy. Nie było w tym wiele kombinowania, okładkę złożyła znajoma – Kławdia Pietrowna, razem ustalaliśmy, co ma tam być, zrobiła nam też font, który użyliśmy do logo. Wszystko robiło się z czasem coraz bardziej spójne. Tylko szukanie nazwy to była droga pod górkę. Zabawa porównywalna do rodzenia kamieni nerkowych. Tyle jest teraz gówna w internecie, że trudno znaleźć coś, co nie jest zajęte, a co przy okazji spełniałoby swoją funkcję – skupiałoby wszystko w zgrabną zbitkę słów.

Tundrą są zimne tereny północy, pozbawione drzew. Wnętrze jest zamarznięte jak wasza muzyka, niemalże lodowata. Nie lubię tego pytania, ale w niektórych przypadkach warto je zadać. Czemu „Black Tundra”? Nazwa wraz z tematyką utworów tworzy wyjątkowy koncept. Będziecie podążać dalej tą drogą, czy wraz z kolejnym wydawnictwem opowiecie kolejną historię?

Marcin: Poza wymienioną wyżej drogą przez takie absurdy jak „Driven By Faithhealers” czy „Abodes of Daybreak”. Black Tundra, kiedy zaproponował ją Dave, od razu dostała akcept. A co będzie dalej? Zobaczymy. Na razie tworzymy materiał i powoli coś z tego wychodzi – na pewno w podobnym kierunku, ale na pewno też nie będzie to taka sama płyta, jak debiut. Haldor, kiedy nas nagrywał, powiedział, że gramy pop-sludge. Bardzo polubiliśmy ten koncept. Następny materiał będzie jeszcze bardziej wesoły i będzie stanowić jeszcze lepsze tło dla rodzinnych, wielopokoleniowych spotkań.

Podążając tym tropem, chcę zadać Ci kolejne pytanie, mówisz o tym, że gracie sludge. No właśnie, jest to muzyka która ma wiele form, od bezkompromisowej, brudnej i pierwotnej, po niemalże wzniosłe i przestrzenne twory. Mam wrażenie, że jednak wszystko łączy pewien wspólny pierwiastek emocjonalny. Czym jest więc dla was sludge, jako forma ekspresji?

Marcin: Sludge to Eyehategod, Iron Monkey, ale w sumie Baroness to też sludge. Niedawno urodziło mi się dziecko i we wspaniały sposób zdefiniowało sludge. Mając noworodka w domu, bardzo często obcujemy z gównem pod różną postacią. Ostatnio zetknęliśmy się ze slime-ballem. Kiedy już zmieniłeś pieluchę i wszystko wydaje się być ogarnięte, dziecko ściąga brwi, wydaje dźwięk gdzieś pomiędzy chrumknięciem a westchnieniem i strzela fireballem z gówna. Wszystko jest ujebane, ciebie opadają siły i masz ochotę sobie po prostu posiedzieć. Tak teraz rozumiem sludge – jako takie całościowe, przygniatające doświadczenie. W takim razie my też to gramy.

Praktycznie każdy z Was od kilku lat udzielał się w różnych projektach „stonerowych”. Z perspektywy czasu widzicie, że obecnie jest najlepszy jak dotąd moment na granie takiej muzyki w tym kraju?

Marcin: W Polsce wszystko dzieje się z opóźnieniem z wiadomych przyczyn. Stonery, sludge i cała reszta też zrobiła się u nas popularna z obsuwą. Z naszej perspektywy wygląda to tak, że mamy gdzie grać, a na koncertach są ludzie. Nie analizujemy rynku, nie prowadzimy badań, gdzie jest najwięcej zespołów z tych nurtów per capita, więc nie ma co silić się na teorię-kiedy najlepiej grać stonery i gdzie. My żyjemy w Warszawie i mamy ochotę grać, co gramy. Zresztą, nasz styl jest gdzieś na styku różnych gatunków, gramy z różnymi kapelami, więc też nie jesteśmy zbyt miarodajni, jeśli chodzi o definiowanie nisz i określanie ich statusu.

No właśnie, bo jak to jest z Wami. Po usłyszeniu debiutu byłem pewny, że z takim materiałem ostro przyciśniecie i naprawdę moglibyście wejść wysoko w hierarchii. Mam wrażenie, że macie jakiegoś pecha. Odpadły wam koncerty w Bałtowie na sierpniowym festiwalu, czy niedawne Post Mortem. A zarazem całkiem niedawno na Gruzilli czy Summer Dying Loud pokazaliście się ze świetnej strony. O co chodzi z tym graniem?

Marcin: Gramy w Tundrze, dlatego że nam się chce, sprawia nam to przyjemność i ma też w jakiś sposób terapeutyczny aspekt. Staramy się ogarnąć temat jak najlepiej i z miłą chęcią przyjmiemy garnce złota, jakie czekają na nowe sludgeowe kapele. Tyle tylko, że nie możemy skupić się jedynie na zespole, a wspomniane garnce złota wcale na nikogo ze sludgeowej sceny nie czekają. Więc ciśniemy z pracą, a po pracy ogarniamy promocję i koncerty. Znacznie sprawniej by szło, gdybyśmy skupili się na tym w stu procentach, wiadomo, sludgeowy mecenat na razie się nie ujawnił, więc i my skupiamy się na ogarnianiu zespołu na tyle jak dalece to możliwe. A co do odwołanych koncertów – Bałtów powstrzymała praca perkusisty, a Post Mortem wycieczka na medyczną przygodę, jaką odbyłem z dziewczyną z powodu mocno opóźnionego porodu. Była to dość nieszczęśliwa seria, przyznaję.

Na wspomnianych dwóch imprezach graliście nowy kawałek. Odważę się użyć stwierdzenia, że był bardziej dynamiczny niż cały wasz longplay. Nowy materiał w drodze?

Marcin: Nowy materiał jest gdzieś w połowie drogi, o ile nie wywalimy wszystkich utworów i nie zaczniemy grać drone’ów. Jest w nowym materiale trochę szybszych temp, to prawda, jest też trochę wolniejszych. Na razie jest zbyt wcześnie, żeby powiedzieć coś, czego będziemy absolutnie pewni. Na najbliższym koncercie w Krakowie zagramy przynajmniej dwa nowe utwory, każdy będzie mógł sam sprawdzić temat.

Ostatnio dołączył do was Rutkoś w miejsce Tomka Sikory. Stosunkowo najbardziej doświadczony muzyk w waszej grupie. Jego pojawienie się wniesie coś nowego przy najbliższym materiale?

Marcin: Oczywiście! Rutkoś jest tak doświadczony, że absolutnie zawiesiliśmy sądy i wykonujemy tylko jego polecenia. Słuchamy, jak opowiada nam, co jest dobre, a co jest złe. Po nocach dyskutujemy w trójkę na tematy poruszone przez Piotra. Nowa płyta prawdopodobnie będzie bardziej w stylu zespołów, których członkowie zakrywają twarz, by zaakcentować obecność lidera – myślę, że Piotr będzie spełniał tę funkcję. Zresztą, mamy nadzieję, że także poza życiem samego zespołu.

Rutkoś tworzy Spirit z Grabarzem, który ostatnio pojawiał się u was za perkusją. Nie podawaliście żadnej informacji o stałej zmianie na tej pozycji w zespole.

Marcin: To nie był element złożonego planu, tylko ratowanie sytuacji – Blonds nie miał szans wydostać się z roboty, nie mógł przyjechać do Aleksandrowa – chodzi o granie na drugim dniu Summer Dying Loud. To był największy koncert Black Tundry, zrezygnowanie z grania nie wchodziło w grę, więc Rutkoś zaproponował Grabka, a ten ogarnął materiał całkiem szybko i zagrał z nami. To była krótka chwila, kiedy zostaliśmy skolonializowani przez Spirit. Było w porządku.

Jak już rozmawiamy o personaliach to skąd w Black Tundrze znalazł się Dave?

Marcin: Dave uciekł z Irlandii, bo nie mógł znieść deszczowego, depresyjnego klimatu tej wyspy. W ramach poprawy sytuacji wybrał Polskę. To wcale nie jest żart, tak było. Dave mieszka i pracuje w Warszawie, gra w różnych zespołach. To pytanie często się pojawia, Dave jest na nie trochę uczulony. Zazwyczaj kończy się tym, że ktoś pyta „Why Poland?” i rozpoczyna się monolog.

Myślicie, że wraz z nowym materiałem uderzycie na poważnie w przyszłym roku w większą ilość koncertów? Mam wrażenie, że sporo osób badających całe środowisko tej muzyki w Polsce wciąż może o was nie wiedzieć, a to by była chyba najlepsza droga.

Marcin: Zamierzamy grać więcej koncertów. Mamy jakąś sztukę nagraną na styczeń w Warszawie, w marcu gramy 2 koncerty w Polsce (Gdańsk i TBA) i mamy zabukowane 4 w Niemczech (Berlin, Drezno, Hamburg, Greifswald), więc już na początku roku wyrobimy lepszy niż do tej pory wynik. Mamy też małe plany na lipiec. Na pewno będziemy nagrywali nowy materiał, chcemy wyrobić się ze wbiciem śladów jakoś przed wrześniem, a może uda nam się już w czerwcu. Musimy mieć nową LP, bo nasz merch wygląda mocno ubogo, a łatwiej też załatwiać koncerty, kiedy na koncie ma się więcej niż 1 płytę. Po kolejnej LP na pewno będziemy grać jeszcze więcej, taki jest plan.

Z Hidden Haze wypuściliście już w tym roku płytę. Jest tam mniej cierpienia, a mam wrażenie więcej bezpośredniego wkurwu. W obydwu zespołach pociągasz, za te same „narzędzia” o ile mogę się tak wyrazić. Czym się różni Twój wyraz w obydwu kapelach? Łączy je bardzo podobny feeling.

Marcin: To prawda, instrumenty mam te same, ustawienia są inne, różne są wzmacniacze i paczki. Materiał Hidden Haze jest dla mnie inny niż Tundry, ale to fakt, że w obydwu drę mordę i staram się narobić tyle gruzu na basie, ile się uda. Poza tym Hidden Haze to inne historie i ludzie, z którymi gram w obu zespołach, to zupełnie inny feeling. W Hidden Haze jest więcej piosenkowości i jak słusznie zauważyłeś, jest tam więcej wpierdolu niż melancholii. Jeśli czegoś szukam w muzyce to agresja  i melancholia, więc elementy te pojawiają się dość często i będą się pojawiać wraz z moim udziałem.

Powróćmy jeszcze do Black Tundry bezpośrednio. Komponując, poczuwasz się do tego, że tworzysz pewne obrazy dla odbiorcy? Kreujesz krajobraz. Wielu poddaje to dowolnej interpretacji dla słuchacza, a jak Ty uważasz. Gdy grasz to, jak Ci się maluje w głowie obraz Czarnej Tundry?

Marcin: Komponujemy materiał wspólnie – Dave, wcześniej Tomasz, a teraz Rutkoś przynoszą riffy na próby, Blonds dogrywa bębny, czasem sam coś proponuje, do czego my się dogrywamy. Ja też coś przynoszę. Razem tworzymy te obrazy i trzymamy się oszczędności i surowości środków. Utwór konstytuuje się, kiedy już nikt nie ma żadnych zarzutów i wszyscy są zadowoleni. Czasami wszystko opiera się na gitarach i wokal tylko podbija akcenty. Czasami opowiadana w tekstach historia jest najważniejsza, ale bardzo prawdopodobne, że to dzieje się tylko w mojej głowie – teksty pojawiają się zawsze na końcu komponowania, ale zdarza się, że wokal wpływa na kształt utworu.

Czy wierzycie w szczęście? Before the Fall otwierające płytę jest niczym pętla na szyję. W bardzo bezpośredni sposób podajecie słuchaczowi cierpienie życia na tacy, ale z każdym kawałkiem mam wrażenie, że płyta może oswoić człowieka z wieloma kwestiami. Coś się narodziło wraz z pierwszym słowem utworu. Więc jestem bardzo ciekawy, jaki będzie Wasz następny krok.

Marcin: To pytanie jest wieloczłonowe. Odpowiedzi to kolejno: Tak. Miło słyszeć. Tak. Uhm. Nasz następny krok to więcej disco i może pomyślimy, żeby występować w przebraniach. I koniecznie choreografia – marzy mi się Sludge-opera.

Na sam koniec pytanie, czy jest coś jeszcze z planów na przyszły rok, którymi chcielibyście się podzielić?

Marcin: Tak, planujemy jeszcze więcej się odurzać i dobrze bawić, aż nam nie odejmie kończyn.

W czwartek gracie po raz pierwszy w Krakowie, jakbyś mógł zachęcić ludzi, by wpadli sprawdzić co dacie im ze sceny?

Marcin: W czwartek gramy po raz pierwszy w Krakowie i na pewno oddamy bardzo dużo potu. Jak Rutkoś nam karze, to zagramy dobrze, ale jest też wiele opcji na wyjebkę, więc będzie możliwość obejrzenia, jak przegrywamy. Oba warianty są atrakcyjne.

Dzięki wielkie za rozmowę!

Rozmawiał: Radek Bury